Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zdrowie i uroda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zdrowie i uroda. Pokaż wszystkie posty
SZCZOTECZKA SONICZNA DO MYCIA TWARZY BEAUTIFLY - JAK DZIAŁA SZCZOTECZKA SONICZNA? JAK JEJ UŻYWAĆ? CZY WARTO JĄ KUPIĆ? + URODZINOWY KONKURS

14:34

SZCZOTECZKA SONICZNA DO MYCIA TWARZY BEAUTIFLY - JAK DZIAŁA SZCZOTECZKA SONICZNA? JAK JEJ UŻYWAĆ? CZY WARTO JĄ KUPIĆ? + URODZINOWY KONKURS


Ostatnio często poruszałam temat oczyszczania twarzy. Głównie dlatego, że mam cerę problematyczną i oczyszczanie jest dla mnie najważniejszym krokiem do opanowania tego co potrafi się dziać na mojej twarzy, ale również ze względu na wasze wiadomości w których często pytacie właśnie o oczyszczanie. Dzisiaj przychodzę do Was z mega fajną szczoteczką soniczną Beautifly, którą testowałam przez ostatnie dwa miesiące. Mało tego dzięki uprzejmości Pana Damiana – ktoś z Was otrzyma taką małą, słodką szczoteczkę – o tym jednak później.


Oczyszczanie twarzy to najważniejszy krok do pięknej, zdrowej skóry dlatego należy się do niego przyłożyć. O ile rano (głównie ze względu na brak czasu) przemywam twarz płynem micelarnym, wieczorem staram się dokładniej oczyścić twarz przy pomocy różnych akcesoriów. Ostatnio wieczorne oczyszczanie umilała mi szczoteczka soniczna Beautifly i muszę przyznać, że wzbudziła zainteresowanie nie tylko moje, ale i moich chłopaków.


Szczoteczka soniczna Beautyfly wykorzystuje technologię soniczną, dzięki której to malutkie urządzenie wykonuje aż 800 ruchów oscylacyjnych na minutę! Pozwala to na sześć razy dokładniejsze oczyszczanie twarzy niż w przypadku użycia samych dłoni. Szczoteczka soniczna łączy szybkie ruchy włókien z ruchami wymiatającymi, dzięki czemu doskonale oczyszcza pory, usuwając zrogowaciały naskórek, zanieczyszczenia i pozostałości po makijażu. Jej działanie przypomina mikro- drgania, które dodatkowo pobudzają regenerację skóry. Dzięki tak dokładnemu oczyszczaniu stan skóry widocznie się poprawia – znikają nawet głębokie pory, a niedoskonałości przechodzą do historii.


Moją znajomość ze szczoteczką soniczną można określić jako „miłość od pierwszego wejrzenia”. Spodobała mi się od razu, a później było już tylko lepiej. Ten mały różowy gadżet zapakowany jest w ładne pudełeczko, wewnątrz oprócz silikonowej szczoteczki znajdziemy instrukcję obsługi, kabel USB do ładowania, oraz śliczny welurowy pokrowiec, który sprawdza się idealnie w podróży. Akurat sporo czasu spędziłam ostatnio w trasie, więc miałam okazję się o tym przekonać. Taka szczoteczka bez wątpienia będzie fajnym prezentem dla mamy, siostry czy przyjaciółki. Nie wiem jak Wy, ale ja bym się z takiego prezentu ucieszyła 😊


Szczoteczka wygodnie leży w dłoni i nie wyślizguje się – jest bardzo dobrze wyprofilowana. Strefa myjąca jest mięciutka i w odpowiedniej wielkości by wszędzie dotrzeć 😊 Dodatkowo szczoteczka jest wodoodporna i można jej używać pod prysznicem co osobiście przetestowałam i potwierdzam - faktycznie tak jest. To duży plus, ponieważ możemy bez problemu myć szczoteczkę bezpośrednio pod strumieniem wody. Jeżeli chodzi o używanie szczoteczki to jest proste jak używanie każdej innej szczoteczki do mycia. Zwilżamy skórę, nakładamy produkt myjący bezpośrednio na twarz lub na naszą szczotkę i myjemy. Ot cała filozofia – osobiście wolę opcję drugą. Pamiętajmy, że nawet używając szczoteczki do mycia twarzy musimy dobrać odpowiedni kosmetyk myjący oraz powinnyśmy oczyszczać twarz dokładnie nie omijając żadne. Nie oszukujmy się szczoteczka nie zrobi tego za nas.


Nasza różowa koleżanka wyposażona została w dwie strefy pracy. Pierwsza (według mnie przednia) wyposażona została w liczne wypustki różnej wielkości, a jej zadaniem jest mycie i oczyszczanie. Druga natomiast posiada wypustki w formie zgrubień, które mają za zadanie wymasować naszą twarz. Jeśli chodzi o wibracje to mamy do dyspozycji 6 stopniową skalę – do mnie osobiście przemawia poziom Hard - od razu się przyznam, że wibracje tak mi się spodobały, że nie używam szczotki bez nich. Jeśli jednak macie skórę delikatną lepiej wybrać poziom pierwszy, a w przypadku skóry uszkodzonej nie używać produktu, ponieważ może Wam zaszkodzić. W zasadzie szczoteczki możemy używać dwa razy dziennie, ja ze względu na brak czasu rano używam jej tylko wieczorem, a i tak widzę efekty.


Korzystanie ze szczoteczki sonicznej Beautyfly jest komfortowe i przyjemne. Skóra po myciu jest widocznie oczyszczona i gładsza niż w przypadku mycia samymi rękami. Według mnie stan mojej skóry znacząco się poprawił – cera nabrała blasku i ożyła na nowo. Fajnie, bo przekroczyłam już 30 i czuje, że moja skóra była ostatnio szara i zmęczona.
Z racji tego, że szczoteczkę testowałam przez dwa miesiące spokojnie mogę powiedzieć, że jest to produkt godny polecenia. Używam jej z przyjemnością, a moja skóra jest w coraz lepszej kondycji. Najważniejszym krokiem do pięknej skóry jest właśnie odpowiednie oczyszczanie bez niego nawet super kosmetyki nie zadziałają jak należy.
Na koniec dodam, że nasza szczoteczka posiada wbudowany wskaźnik naładowania, możemy ją ładować poprzez USB, posiada timer i przechodzi automatycznie w stan gotowości po 3 minutach. Co do ładowania to w ciągu dwóch miesięcy ładowałam ją dopiero raz! To robi wrażenie.


Na koniec mam jeszcze dla Was niespodziankę – Konkurs. Wczoraj obchodziłam urodziny i z tej okazji postanowiłam obdarować kogoś z Was szczoteczką soniczną Beautifly. Zasady są proste:
  • ·        Dołącz do obserwujących na moim blogu
  • ·        Napisz w komentarzu pod tym postem odpowiedź na pytanie: „Dlaczego szczoteczka powinna trafić właśnie do Ciebie?”

Konkurs trwa od 02.05.2018 – 09.05.2018 r. Zwycięzca ogłoszony zostanie 10 maja pod tym postem.
Swoje szanse możecie zwiększyć zgłaszając się na facebook’u oraz Instagramie. W sumie do zgarnięcia będą 3 sztuki (blog, facebook, instagram). Powodzenia!

Szczoteczka trafia do:

Pani Beaty Uliasz.

Gratuluję i czekam na kontakt. 

Czym jest gąbka Konjac i jak się jej używa? Jak sprawdza się u mnie + Przegląd gąbek.

12:20

Czym jest gąbka Konjac i jak się jej używa? Jak sprawdza się u mnie + Przegląd gąbek.

Ostatnio pisałam o demakijażu micelarnym, który jest bardzo wygodny i który osobiście bardzo lubię - jeśli nie czytałyście to zapraszam tutaj. Dzisiaj chciałam przybliżyć Wam kolejną możliwość oczyszczania, która może wydać się ciekawsza, ponieważ jest w 100% naturalna. Jako posiadaczka skóry tłustej, trądzikowej i z licznymi problemami wiem, że najważniejszym krokiem jest dokładne oczyszczanie. Wiem również, że ten problem dotyczy i Was, stąd ten post pojawia się na Waszą prośbę. 




Czym jest gąbka Konjac?

Gąbka Konjac pochodzi z Japonii, gdzie znana jest od ponad 1500 lat. Wytwarzana z korzenia byliny Konjac jest w 100% naturalna - składa się bowiem z wody i błonnika roślinnego. Wolna od sztucznych barwników, konserwantów, jest całkowicie biodegradowalna, więc bezpieczna dla środowiska. Gąbka posiada zasadowe PH. Polecana jest do każdego rodzaju cery - w tym również do pielęgnacji delikatnej skóry niemowlęcej.



Rodzaje gąbek 

Na rynku dostępnych jest wiele wariantów gąbek. Oprócz zwykłego czystego Konjaka mamy gąbki z dodatkiem glinki (np.zielonej), rumianku, zielonej herbaty czy węgla aktywnego. Wybór jest ogromny i tak naprawdę każdy znajdzie coś dla siebie. Gąbki mają również różny kształt od małych popularnych kulek po serduszka. 



Jak używać i przechowywać gąbkę Konjac?

Gąbka po wyjęciu z opakowania jest twarda. Należy ją zmoczyć ciepłą wodą po czym odczekać (jak podają producenci nawet ok.3-5 minut), jednak gąbka mięknie dużo szybciej. Po zmoczeniu gąbka staje się elastyczna i jest gotowa do użycia. 
Demakijaż można przeprowadzić samą gąbką lub dodać delikatny płyn do mycia twarzy. Należy delikatnie ruchami kołowymi masować twarz - nie tylko zmywamy zabrudzenia czy resztki makijażu, ale pobudzamy skórę do szybszej regeneracji. Na koniec należy gąbkę dokładnie wypłukać, wycisnąć i odwiesić do wyschnięcia (gąbka ma specjalny sznureczek umożliwiający jej powieszenie). Gąbkę powinno wymieniać się co 3 miesiące.

Jak ja używam Konjac

Osobiście preferuję czysty Konjac. Wersje z "dodatkami" zauważyłam, że są mniej trwałe i czasem pachną chemicznie. Wolę sobie zrobić maseczkę z glinki niż kupić gąbkę z jej dodatkiem. 
Gąbki nie używam do demakijażu, a raczej do mycia twarzy - jeśli zmywam makijaż w tym celu używam specjalnego płynu np. micelarnego i dopiero na koniec myję twarz gąbką. To przedłuża jej trwałość. Masowanie gąbką złuszcza martwy naskórek i odblokowuje pory dzięki temu sprawdza się przy skórze tłustej z problemami.
Gąbkę suszę w pobliżu grzejnika - mam specjalny uchwyt na którym wisi gąbka nie stykając się z żadną powierzchnią. Jeśli zostawimy ją pod prysznicem lub w pobliżu jest dużo wilgoci nie będzie dobrze wysychać i z czasem zacznie pleśnieć. Sprawdzałam i odpowiedni sposób przechowywania sprawia, że gąbki można spokojnie używać ponad 6 miesięcy, ja jednak wymieniam ją częściej, co ok.3-4 miesiące. Nie chodzi tu o sam fakt zużycia, ale po co czekać aż gąbka zacznie "kwitnąć"? Kiedy moja gąbka nadaje się do wymiany do mycia twarzy używam nowej a stara służy mi do zmywania maseczek - to dużo wygodniejsza opcja niż zmywanie wodą.  




Yasumi gąbka z kolagenem
Avon naturalna gąbka
100% SPA BY KARMAMEJU naturalna gąbka



Powyższe gąbki można kupić za ok.20 - 30 zł. Avon ok. 20 zł, Yasumi ok.25 zł, natomiast ostatnia jest aktualnie na promocji za 29 zł. Gąbka z Avon jako jedyna została zapakowana podwójnie - oprócz szczelnego opakowania zewnętrznego posiada jeszcze folię wokół siebie. Gąbki nie różnią się między sobą. Wszystkie sprawdzają się tak samo - nie widzę sensu płacić 40 zł i więcej za gąbkę, która produkowana jest tak samo jak ta za 20 zł (zwłaszcza jeśli produkowane są w Chinach). Jedynym wyjątkiem jest gąbka z certyfikatem, która produkowana jest w sposób kontrolowany. 

Starałam się zebrać wszystkie najważniejsze informacje o gąbkach Konjac, jeśli jednak macie pytania to zapraszam do kontaktu.  

Alfaparf Milano Event prezentacja linii Style Stories

13:36

Alfaparf Milano Event prezentacja linii Style Stories

W minioną niedzielę miałam okazję bawić się na na oficjalnej premierze nowej linii do stylizacji włosów marki Alfaparf Milano. Impreza odbyła się w wyjątkowym miejscu - Komorze Warszawa Kopalni Soli w Wieliczce

Marka Alfaparf Milano pochodzi z Włoch i tworzona jest z prawdziwie włoskim podejściem - najważniejsza jest pasja. Obecna w salonach fryzjerskich na całym świecie oferuje doświadczenie, kreatywność i włoski smak. Oprócz prezentacji nowej linii Style Stories odbył się pokaz Artistic Team Alfaparf Milano. Prezentacja kosmetyków okazała się bardzo ciekawa i przyznam szczerze, że chce się ich używać. 

Zapraszam na fotorelację:






 


Znacie tą markę? 
Jak Wam się podoba Komora Warszawa? Myślę, że jeszcze nie raz pojawi się u mnie na blogu :)





Demakijaż micelarny - co warto o nim wiedzieć + Pierwsza część rankingu płynów micelarnych.

03:19

Demakijaż micelarny - co warto o nim wiedzieć + Pierwsza część rankingu płynów micelarnych.

Chyba nikogo nie trzeba przekonywać o tym, że płyn micelarny to najpopularniejszy kosmetyk do oczyszczania twarzy ostatnich lat. Mają go w ofercie niemal wszystkie marki kosmetyczne i z pewnością już się z nim zetknęłaś. Czy jednak zastanawiałaś się nad tym jak działa i co to są właściwie te całe micele? 


płyn micelarny

Płynów micelarnych używam od kiedy tylko pojawiły się na rynku. Jestem ich wielką fanką i zawsze mam je w zapasie - kiedyś liczyłam i w sumie miałam ich 10 :) Niewątpliwie zużywam ich dużo. Płyn micelarny to wodny roztwór zawierający mikroskopijne kuleczki zwane micelami. Tworzą one związki chemiczne o właściwościach amfifilowych - to znaczy, że cząsteczki zewnętrznie są hydrofilowe (przyciągają wodę i odpychają tłuszcz) natomiast wewnętrznie są hydrofobowe (odpychają wodę i wiążą tłuszcze). Micele działają więc podobnie jak magnes - po zetknięciu ze skórą cząsteczki, które lubią tłuszcz łączą się z sebum i resztkami makijażu, natomiast drugie z kurzem i innymi zanieczyszczeniami. Dzięki temu nie musimy mocno pocierać wacikiem skóry - wystarczy tylko przyłożyć wacik, przytrzymać chwilę, a następnie przetrzeć - micele zrobią całą robotę. 

Płyny micelarne dzięki swojej wyjątkowej formule nie tylko znakomicie oczyszczają, ale spełniają również funkcję pielęgnacyjną łącząc w sobie działanie żelu, mleczka, toniku czy płynu do demakijażu oczu. Płyny micelarne zawierają często różne substancje aktywne np.  nawilżający kwas hialuronowy, łagodzącą alantoinę czy odżywcze ekstrakty z roślin, te lepsze nie mają w składzie detergentów takich jak SLS. Skóra po myciu jest oczyszczona, ale nie ściągnięta. Micele są bowiem delikatne, nie wywołują podrażnień i nadają się do każdej skóry, również tej wrażliwej i problematycznej. Potwierdzam - zawsze zmagałam się z tłustą skórą skłonną do przebarwień czy wyprysków i micele się u mnie sprawdzają.

Oprócz płynów micelarnych na rynku mamy wiele preparatów do zmywania makijażu. I bardzo dobrze. Co prawda płyny micelarne są wygodne w użyciu, ale nie zapominajmy, że nie zmywamy ich z twarzy i mamy je na sobie cały czas. Dlatego ja przynajmniej raz w tygodniu staram się umyć twarz żelem czy pianką, którą spłukuje. Pamiętajmy, że bez względu na to jaki sposób wybierzemy nasz demakijaż musi być staranny. Zwłaszcza wieczorem, kiedy na naszej skórze znajdują się zanieczyszczenia z całego dnia - utrudniają one oddychanie i regenerację skóry. To właśnie dzięki dokładnemu oczyszczaniu i odpowiedniej pielęgnacji moja tłusta i problematyczna skóra odzyskała równowagę, ale o tym następnym razem.

Na zakończenie mam jeszcze dla Was mój ranking 6 płynów micelarnych, które przewinęły się u mnie. Niebawem pojawi się kolejna jego część.

płyn micelarny

Miejsce 6: Nivea, Płyn micelarny 3 w 1 do skóry wrażliwej to jeden z niewielu płynów, który podczas zmywania makijażu wywoływał u mnie podrażnienie na twarzy - mam wrażenie, że to pod wpływem kontaktu z jakąś konkretną substancją - na co dzień do przemywania twarzy spisywał się ok. Dobrze radzi sobie ze zmywaniem oczu, których nie podrażnia. Nie zawiera parabenów, barwników, substancji zapachowych i alkoholu. Nie jest to jednak super kosmetyk, który kupię ponownie.
Miejsce 5: Sylveco, Lipowy płyn micelarny to całkiem ciekawa propozycja. Niewątpliwy plus za fajny skład. Z makijażem nie radzi sobie jakoś szałowo, ale jest delikatny i nie podrażnia. Nie maluje się codziennie, więc mi wystarcza. Niestety nie podobają mi się w nim szata graficzna i zapach - zupełnie nie kojarzą mi się z płynem micelarnym. Płyn pozostawia też dziwną warstwę na skórze.
Miejsce 4: Bioliq, Płyn micelarny do każdego typu cery to przeciętniak. Delikatny, ale skuteczny - no może miewa problemy z mocnym wodoodpornym makijażem, ale to tylko płyn micelrny. Nie podrażnia, przyjemnie pachnie, zmywa delikatny makijaż, nie wysusza. Jednak nie porwał mnie jakoś specjalnie. 
Miejsce 3: Yoskine, Przeciwzmarszczkowy płyn micelarny dla każdego rodzaju cery początkowo traktowałam jako płyn dla starszych Pań - w końcu jest przeciwzmarszczkowy. Z czasem doszłam do wniosku, że lepiej zapobiegać niż leczyć. Dobrze i szybko zmywa, ma ładny kwiatowy zapach, przemywam nim twarz z przyjemnością, bez poczucia ściągnięcia, moim zdaniem dobrze też nawilża i łagodzi. Niestety nie jest już dostępny, ale kupiłam inny produkt tej marki.
Miejsce 2: Bioderma, Sensibio H2O to chyba jeden z najpopularniejszych płynów micelarnych, który i ja lubię używać. Działa dokładnie tak jak ma działać. Jest delikatny, zmywa makijaż i z czystym sumieniem mogę go polecić. Jeden z niewielu płynów po użyciu których czułam, że moja skóra naprawdę jest czysta. 
Miejsce 1: Uriage, Woda micelarna do demakijażu to mój nowy ulubieniec. Przemywam nią twarz nawet kilka razy w ciągu dnia. Ze zmywaniem makijażu radzi sobie średnio, ale na co dzień nie nakładam tapety więc mi to nie przeszkadza. Jeśli już muszę zmyć makijaż robię to mocniejszym płynem micelarnym, a wodą przemywam na końcu. Lubię jej delikatne działanie i przy mojej tłustej skórze sprawdza się bardzo dobrze - nie pozostawia na skórze żadnej tłustej czy klejącej warstwy, która mogła by zapychać.


woda micelarna uriage
A jaki jest Wasz ulubiony płyn micelarny? Czy może stosujecie inny sposób demakijażu? Koniecznie dajcie znać. 


TAK PACHNIE: Viva la Vita od AVON – zapach inspirowany włoskim stylem życia? Przekonaj się razem ze mną!

03:34

TAK PACHNIE: Viva la Vita od AVON – zapach inspirowany włoskim stylem życia? Przekonaj się razem ze mną!

Nie wiem jak u Was, ale u mnie za oknem jest piękne słońce. Temperatura co prawda nie powala, ale taka aura nastraja pozytywnie, dlatego postanowiłam przybliżyć Wam zapach Viva La Vita od Avon. Będzie również niespodzianka - szczegóły na końcu.

viva la vita avon

Od producenta: Viva La Vita to kompozycja stworzona dla podkreślenia radości życia, idealna dla kobiet pełnych energii i uśmiechu. Sprawdzi się na co dzień podczas ciepłych wiosennych i letnich dni. Idealnie podkreśli lekki, zwiewny strój. Poczujesz tu soczysty aromat różowego grejpfruta i słodkiej mandarynki. Chwilę później otuli Cię kremowy zapach magnolii. Na koniec ogrzejesz się ciepłem głębokiej drzewnej nuty, okraszonej przyjemnym aromatem wanilii.

Kompozycja zapachowa:
Nuta głowy: różowy grapefruit, mandarynka, japoński kwiat wiśni
Nuta serca: róża, mimoza, magnolia
Nuta bazowa: wanilia, drzewo sandałowe, kaszmir

viva la vita avon

Moja ocena: Jakiś czas temu zrobiłam sobie detoks od zapachów Avon. To jest mój pierwszy zapach po przerwie. Zaskoczyła mnie w nim trwałość - spryskałam nim szal i kurtkę - na drugi dzień zapach był nadal wyczuwalny. Inne zapachy, które miałam szybko się ulatniały i najlepiej było mieć ze sobą buteleczkę i psikać się cały czas. Jeśli chodzi o skórę to jego trwałość jest gorsza. 
Zapach jest lekki, przyjemny i jeśli lubisz perfumy Avon to na pewno Ci się spodoba ta owocowo - kwiatowa kompozycja, bowiem przypomina ona inne pozycje tej marki. Nie wyczuwam w nim alkoholu i nie jest duszący. Jestem pod tym względem wymagająca - jestem wrażliwa na zapachy i wszelkie "złe" zapachy przyprawiają mnie od razu o mdłości. Ten do nich nie należy. Lubię go używać - zwłaszcza teraz zimą - jest delikatny i poprawia mi humor w mroźne dni.

Na koniec mam niespodziankę. Zapraszam na mój facebook oraz instagram gdzie możecie wygrać Viva La Vita od Avon. 


Codzienna dawka energii czyli pielęgnacja z Lirene Dermoprogram, C + D Pro Vitamin 30+

00:20

Codzienna dawka energii czyli pielęgnacja z Lirene Dermoprogram, C + D Pro Vitamin 30+

Są dwie rzeczy bez których nie wyobrażam sobie mojego dnia - bez kubka kawy i codziennej pielęgnacji. To moje obowiązkowe punkty bez których mój dzień nie może się obejść. Rano mogę nie mieć czasu na śniadanie czy makijaż, ale na kawę i pielęgnację twarzy zawsze znajdę kilka minut. Nawet kiedy wracam w środku nocy z imprezy, muszę oczyścić twarz i nałożyć krem lub serum - nie zasnę z myślą, że mam brudną twarz. Myślę, że moja systematyczność przyczyniła się do faktu, iż moje zmarszczki nie są jeszcze widoczne. 

C+D PRO Vitamin Energy

Co do kosmetyków to nie mam takich, które są moimi jedynymi i używam ich cały czas - zmieniam je w zależności od tego jak zmienia się moja skóra. Przez lata zmagałam się z trądzikiem i tłustą skórą, aktualnie moja skóra jest mieszana. Ostatnio trafiłam na soczysty zestaw Lirene Dermoprogram z witaminami C i D, który bardzo zachęcił mnie kolorem. Jednak opakowanie to nie wszystko...

Kiedy miałam 20 lat nie myślałam o zmarszczkach, bo niby skąd je miałam mieć? Jednak zbliżając się do 30-tki człowiek zaczyna się nad nimi zastanawiać i szuka ich spoglądając w lustro. Wiadomo, że z wiekiem skóra staje się mniej elastyczna, pojawiają się m.in. cienie pod oczami, kurze łapki czy pierwsze zmarszczki. Warto zatem zadbać o skórę, a im wcześniej o tym pomyślisz tym lepiej. Jeśli więc tak jak ja masz "trzy dychy" to te kosmetyki są dla Ciebie.

W skład serii wchodzą:

  • Nawilżający krem-żel rozświetlający, cera normalna i mieszana,
  • Odżywczy krem głęboko nawilżający, cera sucha i wrażliwa, 
  • Skoncentrowane StimuSerum, rozświetlenie i wygładzenie,
  •  Żel myjąco - energetyzujący
Składniki aktywne, które znajdziemy w kosmetykach tej serii:

  • Wit. Duo C – hybrydowe połączenie dwóch form witaminy C. Aktywna forma lipofilowa, zapewniająca doskonałe wchłanianie. Działa odmładzająco, rozświetla cerę i chroni DNA komórek skóry, niwelując negatywne skutki promieniowania UV. Stabilna witamina C zamknięta w liposomach. Dociera do głębokich warstw skóry, stymulując syntezę kolagenu.
  • Wit D pro – stymuluje syntezę receptora witaminy D, likwiduje skutki jej niedoboru w skórze, wzmacnia barierę naskórkową i utrzymuje odpowiedni stopień nawilżenia.
  • Witamina E – znana i ceniona „witamina młodości”. Skutecznie walczy z oznakami starzenia oraz działa stabilizująco na witaminę C.
Pierwszym krokiem w pielęgnacji jest oczyszczanie, dlatego zacznijmy od żelu myjącego. Oprócz wspomnianych wyżej składników aktywnych żel zawiera kompleks oligosacharydowy, który wspomaga odblokowanie i zwężenie porów oraz ujednolica koloryt skóry. 











Zawarte w nim pomarańczowe granulki bardzo dobrze oczyszczają skórę, jak również dostarczają jej witalności. Skóra po umyciu jest świeża, gładka, promienna i pachnąca cytrusami. Co prawda nie jestem zwolennikiem pachnących kosmetyków pielęgnujących, ale ten zapach jestem w stanie zaakceptować. Przy dłuższym stosowaniu zauważyłam, że pory zaczęły znikać. 


Jeżeli chodzi o cenę to jest przystępna, opakowanie ma pojemność 200 ml i kosztuje ok.15,49 zł. 

Jako drugi krok wybrałam dla siebie żel-krem. Jego konsystencja bardziej mi odpowiada. Żel zawiera unikalny kompleks SkinRESTART, dzięki bogactwu polisacharydów, mikroelementów, witamin oraz flawonoidów, rewitalizuje komórki skóry wspomagając słabnące z wiekiem procesy metaboliczne. 


Jak wspomniałam wyżej w kremie podoba mi się konsystencja, która przypomina gęsty żel. Jest lekka przez co przyjemnie się rozprowadza, wystarczająco szybko wchłania nie pozostawiając tłustej warstwy. Drobinki podczas aplikacji rozpuszczają się. Cera po aplikacji nabiera blasku, jest nawilżona i jędrna. Krem nie podrażnia, nie zapycha i nadaje się pod makijaż. Jedyne co mi się w nim nie podoba to chemiczny cytrusowy zapach. O ile w żelu jestem w stanie go zaakceptować tutaj mi przeszkadza. 


Krem ma standardową pojemność 50 ml i kosztuje 24,49 zł.

Ostatnim krokiem jest Stimuserum na noc. Serum posiada m.in. unikalny kompleks SkinAwake pochodzenia naturalnego, bogaty w niezbędne dla skóry mikroelementy, cukry i witaminy, wspomaga procesy odnowy komórkowej zachodzące podczas snu. 


Na plus oceniam głównie jego opakowanie, bo prezentuje się naprawdę przyjemnie w tej małej przeźroczystej buteleczce, a pompka zamiast pipety ułatwia aplikację. Jeśli chodzi o samo działanie to serum nie podrażnia ani nie uczula, a skóra wydaje się być nawilżona. Serum pozostawia na skórze lepką warstwę, która wchłania się długo - dlatego używamy go na noc. Po użyciu skóra jest jak by lekko ściągnięta. Jedyne co mi się nie podoba to tak naprawdę cytrusowy zapach - wolę kosmetyki z delikatnym prawie nie wyczuwalnym zapachem lub bezzapachowe. Chociaż ta kwestia jest indywidualna, ponieważ są osoby, którym ten zapach się podoba.  



Serum ma standardową dla takiego kosmetyku pojemność 30 ml i kosztuje 26,99 zł. 


Całkiem przyjemna dla oka seria, a to za sprawą przede wszystkim energetycznego koloru. Zapach co prawda nie przypadł mi do gustu, ale zaakceptowałam go i używam kosmetyków do dna - są dość wydajne. Dzięki nim moja skóra nabrała blasku i stała się bardziej elastyczna. Cena kosmetyków jest przystępna, a znajdziecie je w drogerii. 

Stosujecie kremy dopasowane do Waszego wieku? Czy może uniwersalne? 

Zgarnij grudniowe pudełko BEGLOSSY DIVINE STAR

14:32

Zgarnij grudniowe pudełko BEGLOSSY DIVINE STAR

Grudniowy BeGlossy "DIVINE STAR" dotarł do mnie co prawda jeszcze przed świętami, ale niestety był uszkodzony. Tonik, który znalazł się wewnątrz rozlał się niszcząc zawartość i opakowanie - kosmetyki pływały w czerwonym płynie. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło i dzisiaj mogę obdarować kogoś tym uroczym box'em. 


W środku box'a znalazły się głównie kosmetyki pielęgnujące, oraz jeden kosmetyk kolorowy - pomadka, która mnie ucieszyła najbardziej. Pudełko jak dla mnie całkiem fajne i myślę, że osoba do której trafi będzie zadowolona. Przejdźmy zatem do zawartości.


Bandi emulsja silnie nawilżająca 
59zł - 50ml


Lekka, silnie nawilżająca emulsja do każdego rodzaju cery zmagającej się  z przejściowymi i/lub długotrwałym przesuszeniem. Przywraca, wyrównuje i utrzymuje prawidłowy poziom nawilżenia skóry. Polecany szczególnie w okresie zimowym.

Jeden z ciekawszych kosmetyków, które znalazły się w boxie. Emulsja posiada delikatny i przyjemny zapach, a konsystencja przypomina gęste mleczko. Lubię emulsje, ponieważ są lżejsze niż kremy, a przy mojej problematycznej cerze to ważne. Emulsja dobrze się rozprowadza i wchłania, nie zapycha. Już po pierwszej aplikacji czuć ulgę i nawilżenie. Nadaje się pod makijaż. 


Teeez Oasis Gem Lipstick
78zł - 2g



Wykonaj perfekcyjny makijaż ust dzięki mocno napigmentowanej pomadce o satynowym wykończeniu. Kształt pomadki ułatwia jej zastosowanie, a dzięki bogatej  pigmentacji jej kolor utrzymuje się na ustach do 8h.

To jest mój hit tego box'a. Nie dość, że jest matowa to jeszcze kolor jest idealny dla mnie! Szminkę aplikuje się przyjemnie, a dokładne krycie uzyskujemy już po jednym przeciągnięciu ust. Trwałość jest wystarczająca. Dla mnie bomba!


Ingenii oliwka hydrofilna do oczyszczania skóry twarzy, szyi i dekoltu.
80zł - 400ml/ próbka



Oczyszcza, nawilża i wygładza skórę. Radzi sobie doskonale zarówno z makijażem dziennym i wieczorowym. Łączy w sobie naturalne olejki i wodę. Nie pozostawia na skórze tłustego filmu.

Próbka jest malutka, więc wystarczyła na dwa użycia. Produkt dość ciekawy, dobrze poradził sobie z makijażem, niestety jest mało wydajny. Nie przekonał mnie na tyle by kupić jego pełną wersję za 80 zł!

Barnangen nawilżający balsam do ciała
34,99zł - 400ml

Zainspiruj się szwedzka natura i tradycjami. Odkryj wyjątkowy balsam Barnangen zawierający Cold Cream-specjalistyczna recepturę, która  zapewni Twojej skórze ochronę i sprawi, że poczujesz się  w sam raz. Balsam długotrwale nawilży Twoja skórę i sprawi, że będzie jedwabiście gładka.

W ostatnim czasie używamy z mężem coraz więcej kosmetyków nawilżających, dlatego obecność balsamu cieszy nas bardzo - będzie czym się smarować :D Idealnie dobrana kompozycja składników sprawiła, że codzienna pielęgnacja mojej przesuszonej skóry stała się wręcz przyjemnością. Kremowa konsystencja kosmetyku sprawia, że dobrze rozprowadza się na skórze i szybko wchłania. No i ten przyjemny, delikatny zapach... 

Sylveco hibiskusowy tonik do twarzy
17,65zł - 150ml


Hipoalergiczny tonik z ekstraktami hibiskusa i aloesu o działaniu ochronnym,rewitalizującym i wzmacniającym, przeznaczony do do każdego rodzaju cery. Dzięki dużej zawartości składników nawilżających, skutecznie zabezpiecza skórę przed utrata wilgoci, zapewniając jej odpowiedni poziom nawilżenia.

Tonik ma lekko żelową konsystencję, czerwoną barwę i pachnie trochę dziwnie. Jest delikatny, przyjemnie nawilża i uspokaja skórę po demakijażu. Ma przyjazny skład i jest polskim produktem. 

Chociaż pod choinkę spodziewałam się czegoś WOW nie jestem rozczarowana. Kosmetyki na pewno wykorzystam do dna :) A jak Wam podoba się zawartość? Jeśli chcecie by taki box trafił w Wasze ręce zapraszam na mój instagram lub facebook. Znajdziecie tam wszystkie szczegóły. Powodzenia!



beGLOSSY "Daily Routine" czyli codzienna pielęgnacja nie musi być nudna + KONKURS

14:20

beGLOSSY "Daily Routine" czyli codzienna pielęgnacja nie musi być nudna + KONKURS

W listopadzie hasłem przewodnim beGLOSSY było: "Daily ROUTINE", a kosmetyki, które znalazły się w box-ie miały umilać nam nudną codzienność.  Głównie są to kosmetyki pielęgnacyjne, ale znalazło się również coś do makijażu co mnie osobiście cieszy najbardziej. Po gruntownym przetestowaniu mogę wreszcie powiedzieć Wam co sądzę o kosmetykach. Pojawi się też kosmetyczna niespodzianka, ale o tym później.


Le Petit Marseillais - Pielęgnujący krem do mycia Algi Morskie i Biała Glinka
produkt pełnowymiarowy
11,99 zł / 250 ml


Pierwsze co spodobało mi się w kremie to opakowanie. Nie muszę chyba nikogo przekonywać, że przyciąga uwagę? Również zapach tego kosmetyku przypadł mi do gustu - to świeży morski aromat połączony z kwiatową nutą - dokładnie tak sobie go wyobrażałam. Jeśli chodzi o konsystencję to jest to strzał w 10 - konsystencja jest kremowa i ma mleczne zabarwienie, aż chce się jej więcej i więcej. Właściwości myjące tego produktu są bardzo dobre i nie zauważyłam również, żeby wysuszał skórę, jest to mój ulubiony produkt z tego box'a. Być może to dlatego, że jestem uzależniona od kosmetyków myjących?

Pierre Rene - Pomadka Royal Mat Lipstick - odcień Posh Petal
produkt pełnowymiarowy
19,99 zł / 4,8 g


Jedyny kosmetyk kolorowy, jaki znalazłam w listopadowym box-ie to matowa pomadka do ust Pierre Rene. Uwielbiam matowe szminki je od kiedy pierwszy raz miałam z nimi styczność!  Pewnie większość z Was też je lubi. Niestety kolor zupełnie nie trafiony. Liczyłam na jakiś intensywny róż, czerwień czy brąz - kolory, które lubię, a trafił mi się taki nijaki brudny róż. Nie ukrywam, że byłam zła, a może raczej rozczarowana. To na ten kosmetyk czekałam najbardziej. Ostatecznie po kilku użyciach przekonałam się do niej i pogodziłyśmy się. Muszę też przyznać, że niewątpliwym plusem jest opakowanie, które prezentuje się świetnie i ma zamykanie magnetyczne.

Uriage - Xemose Krem nawilżająco – kojący do twarzy  i ciała
Miniatura – 50 ml
79 zł / 400 ml


Markę Uriage znam doskonale, ale przyznam szczerze już mnie znudziła jej obecność w beGLOSSY. Kremu używałam do rąk, bo niestety ostatnio mam z nimi problemy. Biały, dość gęsty krem - bez substancji zapachowych czy parabenów - sprawdził się bardzo dobrze. Skóra już nie jest sucha, znów stała się elastyczna i gładka. Zaczerwienienie i podrażnienie z czasem ustąpiło. Używam go cały czas.

VIANEK - Normalizujący peeling do twarzy
produkt pełnowymiarowy 

18,99 zł / 75 ml


Produkt zbliżony do Sylveco peelingu oczyszczającego z korundem. Peeling dokładnie oczyszcza twarz z sebum i przygotowuje do dalszych zabiegów. Przy regularnym stosowaniu pozbyłam się uporczywych zaskórników. Moja twarz się rozjaśniła i zniknęły przebarwienia. Kosmetyk zamknięty jest w tubce co umożliwia higieniczne stosowanie. Polecam zwłaszcza jeśli masz tłustą skórę z problemami.

Wella Professionals Szampon Fusion Intense Repair
miatura - 50 ml
49,00 zł /250 ml


Ciężko coś powiedzieć po dwóch użyciach szamponu. Jedyne co mi się w nim zdążyło spodobać to delikatny zapach, oraz przyjemna kremowa konsystencja. Dobrze się rozprowadza i wypłukuje. Myślę, że jest to szampon, którego zakup mogę rozważyć. 

Nivea - Olejek w balsamie Kakao i Olejek Makadamia 
produkt pełnowymiarowy
17,99 zł / 200 ml











Jest to jeden z produktów, które znajdziecie w kosmetycznym boxie, który przygotowałam dla Was. Ponoć jest on lekki jak balsam, a właściwości ma olejku. Myślę, że Wam się spodoba. 

Ogólnie pudełko oceniam pozytywnie. Jednak hasło przewodnie nie ma się ni jak do zawartości box'a. Według mnie zawartość nie była nowością i każdy z nas używa takich kosmetyków na co dzień, więc czym tu przełamać tą codzienną rutynę? Myślę, że fajnie gdyby wewnątrz znalazła się np. rękawica do demakijażu czy gąbka konjac, suchy szampon lub szampon micelarny. A co Wy sądzicie o tej zawartości? Jakie kosmetyki chciałybyście znaleźć w środku?

A teraz niespodzianka na Nowy Rok! Do wygrania box kosmetyczny z wybranymi kosmetykami z edycji październik- grudzień. Rozdanie trwa od dzisiaj 01.01 do 08.01.2018 roku. Wyniki podane zostaną 10.01.2018 roku pod tym postem oraz na facebook'u. 

wygraj kosmetyki

Aby się zgłosić należy obserwować mój blog, oraz zgłosić się w komentarzu pod postem. 

Zgłaszać możecie się również na facebook'u. Powodzenia!






Cesarskie cięcie czy poród naturalny. Mam porównanie i wiem... A jakie jest Twoje zdanie?

11:29

Cesarskie cięcie czy poród naturalny. Mam porównanie i wiem... A jakie jest Twoje zdanie?

W życiu jak wiemy różnie bywa i nie zawsze jest tak jak sobie to zaplanujemy. Planowo obu synów miałam urodzić naturalnie, niestety drugiego urodziłam przez cesarskie cięcie. Chociaż jak się tak zastanowię to może i dobrze, bo przynajmniej wiem czym to pachnie.  
        

Do napisania tego artykułu zachęcił mnie reportaż jaki oglądałam kiedyś na TVN Style "Kontrowersyjna Cesarka". W skrócie powiem tyle, że program pokazuje jak sprawa wygląda na świecie.  Są bowiem lekarze, którzy walczą z rosnąca liczbą CC i w tym programie tłumaczą wiele kwestii. Jak wiadomo planowane CC jest porodem, który planuje się co do dnia i godziny - jest to na rękę dla lekarza. Natomiast poród naturalny to loteria, dlatego lekarze w niektórych krajach każą sobie za niego dodatkowo zapłacić, bo on musi być w pogotowiu cały czas! Dzieje się tak w krajach gdzie państwowa opieka medyczna praktycznie nie funkcjonuje i kogo stać ten decyduje się na prywatną opiekę. Poruszany jest również fakt, że dzieci urodzone przez cesarskie cięcie częściej miewają alergie czy inne choroby. Program ciekawy i myślę, że warto go zobaczyć.

Teraz powiem Wam jak to było u mnie. Pierwszego syna urodziłam prawie 9 lat temu w wieku 21 lat. Wtedy cesarskie cięcie nie było tak popularne jak teraz i były to zabiegi raczej konieczne. Pamiętam, że strasznie się bałam. Może nie zdążę do szpitala? Może coś pójdzie nie tak? Jednego tylko byłam pewna. Tego, że urodzę naturalnie choćby nie wiem co. Rozważałam opcję dodatkową - poród w wodzie, z którego ostatecznie później zrezygnowałam. Co do porodu wszystko trwało bardzo szybko, nie będę się tu rozpisywać szczegółowo, ale przyszła położna i powiedziała: Pani rodzi! Szybko idziemy na salę porodową. 
Po sali przeszłam się tam i z powrotem, pół godziny i po wszystkim. Syn wylądował na moim brzuchu. Myślę, że dużo dała tutaj opieka i doświadczona Pani położna, oraz możliwość porodu aktywnego w pozycji prawie pionowej. Po porodzie wspólnie z maluszkiem pojechałam na salę i niemal od razu mogłam się nim zajmować. Mogłam poruszać się swobodnie. Jedyny ból jaki odczuwałam to ból krocza podczas siedzenia, który przeszedł bardzo szybko. Byłam bardzo zadowolona.

Drugiego syna urodziłam w styczniu tego roku. Dużo moich koleżanek rodziło w podobnym terminie, więc pytałam jak będą rodzić. Wiecie, że są takie dziewczyny, które rodzą tylko przez CC bo taka jest moda i to jest wygodne? No nie będę ukrywać - byłam w szoku i zaczęłam mieć wątpliwości, że może jednak to jest lepsze? Przeanalizowałam wszystko dokładnie. Najbardziej bałam się "operacji" - nie bójmy się tego tak nazywać. Przecież to nie jest usunięcie pieprzyka z pleców, tylko rozcięcie powłok brzusznych! No dobra jestem cykor, boje się komplikacji więc będę rodzić naturalnie. 
Poród przebiegał podobnie jak poprzednio z tą różnicą, że w drugim etapie pojawił się problem - brak postępu. Nie będę też robić z siebie świętej - darłam się na cały szpital. No przecież rodzę to mi wolno :) A tak poważnie rodziłam bez znieczulenia, bo to które mi podali przestało już dawno działać. Po 3 godzinach  drugiego etapu miałam dość, myślałam, że zejdę tam. Wtedy stwierdzono brak postępu, a ja zgodziłam się na cc. Bałam się, że jeśli to będzie się przedłużać to może coś pójść nie tak i wtedy będzie za późno. Sam zabieg jest bezbolesny. Jedyne co zapamiętam do końca życia to moje uciekające w brzuchu dziecko. Dokładnie czułam jak chował się w górze brzucha. CC to takie wyrywanie na siłę. Dziwne uczucie. Po wyjęciu trafił na mój brzuch, ale na krótko. Później zabrali go na badania, karmienie i zobaczyliśmy się dopiero po kilku godzinach. Po cesarskim cięciu nie można się ruszać w zasadzie to się nawet nie da, wstawać też można dopiero po 8 - 12 godzinach w zależności "od szkoły". Do tego cewnik, okropny ból i często problemy z karmieniem. Mnie one na szczęście ominęły, bo mój poród zaczął się naturalnie, ale dziewczyny z mojej sali walczyły bardzo długo. Czym tu się zachwycać? Ja byłam szczerze rozczarowana, żeby nawet nie powiedzieć załamana.

Czasy się trochę zmieniły i teraz po obu rodzajach porodów wychodzi się do domu w tym samym czasie. Po pierwszym porodzie byłam w domu sama i ogarniałam wszystko, natomiast po drugim to ja się sobą ledwo dałam radę zająć, już nie mówiąc o zajmowaniu się dzieckiem. Po za tym rana bolała mnie bardzo długo, bałam się też komplikacji (np.rozejścia się szwów). Używałam silikonowych plastrów, maści dosyć długo - ranę czułam chyba z pół roku. 

Oczywiście wszystko opisałam w dużym skrócie. Jednak oba te porody to zupełnie dwie różne sprawy - przynajmniej dla mnie. Żeby też była jasność jeśli ktoś ma medyczne wskazania do CC to ja to rozumiem i nie neguje, bo tak musi być. Dziwie się tylko kiedy kobieta chce rodzić tyko tak i koniec, bo to jest "wygodne", ale to jej sprawa. No nie wiem czy jak bym zsumowała ten ból po CC to nie jest większy niż te kilka godzin porodu naturalnego, które i tak szybko zapominasz, dlatego jeśli będę miała jeszcze okazję to z pewnością zdecyduje się na poród naturalny. 

Proszę bez hejtu. Napisałam to nie żeby oceniać czyjeś zachowania, a jedynie opisać Wam mój punkt widzenia i poznać Wasze doświadczenia. Dlatego zachęcam do dyskusji. Jak u Was to wyglądało?