Miejsce, które warto odwiedzić: Park ZatorlanD

03:36

Miejsce, które warto odwiedzić: Park ZatorlanD

Korzystając z wakacji i trwającego właśnie urlopu wybraliśmy się  do Parku ZatorlanD. Kiedy byliśmy tu ostatnim razem zarówno dinozaurów jak i atrakcji było mniej. Teraz wydaje mi się, że jeden dzień to zbyt mało na zwiedzenie całego parku. Zwłaszcza, że dzieci najbardziej interesuje Lunapark, a z niego można korzystać bez ograniczeń.



Bilety do parku możecie kupić w kasie na miejscu lub przez internet na stronie ZatorlanD - znajdziecie tam czerwoną zakładkę "kup bilet". Jeśli Wasze dziecko ma do 90 cm wzrostu do parku wejdzie za 1 zł. W ofercie oprócz tradycyjnych biletów znajdziecie bilety dwudniowe i sezonowe.

Do zobaczenia są cztery parki tematyczne: 
  • Park ruchomych dinozaurów i to głównie dla niego tutaj przyjeżdżamy, chociaż nasze dzieci chyba wolą Lunapark. Zobaczyć tutaj można ponad 100 w większości ruchomych dinozaurów i takich przez duże D, ponieważ największy z nich Argentynozaur ma ponad 35 m długości! Zapewniam, że nie jest to jedyny duży dinozaur. Na trasie dinozaurów znajduje się Muzeum Szkieletów i Skamieniałości, a także sklep z dino-pamiątkami.
  • Park Owadów, tu zobaczymy 16 eksponatów (m.in. biedronka, modliszka, mrówka, stonka), część z nich jest ruchomych. Podobno eksponaty są ludzkich rozmiarów, ale na moje oko są większe. Jest tu duży plac zabaw, ale raczej dla starszych dzieci.
  • Park Mitologii w dużej części zlokalizowany na wodzie. Tutaj  podczas przyjemnego rejsu tramwajem wodnym spotkać możecie  greckich bogów, herosów, bohaterów i mityczne stworzenia z Zeusem i Ateną na czele. Dodatkową atrakcją są tańczące fontanny oraz park linowy.
  • Lunapark to chyba najtłoczniejsze miejsce w Zatorlandzie. Skorzystać tu można z: dinocoastera, kina 5D Extreme, symulatora 3D Bonanza, karuzeli „słonie”, diabelskiego młyna, karuzeli wiedeńskiej i łańcuchowej, basenu z łódkami, loterii, salonu gier, zjeżdżalni, trampolin, dmuchańców i wielu innych. Jednym słowem jest to ogromny plac zabaw.

Oczywiście, żeby mieć siłę na to wszystko człowiek potrzebuje zjeść. Są tutaj punkty gastronomiczne gdzie można zjeść normalny posiłek lub jak kto woli słodki np. pysznego gofra bąbelkowego. 

Mam zdjęcia każdego eksponatu, oraz krótkie filmiki z ich udziałem, ale pomyślałam, że nie będę psuć Wam zabawy i pokażę tylko co nie co. Resztę musicie zobaczyć osobiście.














Jeśli zastanawiacie się gdzie spędzić przyjemnie czas z dziećmi to polecam Wam ZatorlanD. Z pewnością nie będziecie się tu nudzić, a czas minie Wam bardzo szybko. 
Jak kupować kosmetyki z głową? To trudne zadanie, dlatego poznaj moje sprawdzone zasady i przekonaj się o ich skuteczności.

23:57

Jak kupować kosmetyki z głową? To trudne zadanie, dlatego poznaj moje sprawdzone zasady i przekonaj się o ich skuteczności.

W czasach kiedy na każdym kroku czyhają na nas reklamy, półki kuszą pięknymi opakowaniami, producenci zapewniają o cudownych właściwościach swoich produktów, a wszystko można kupić w internecie i  to jeszcze na promocji robienie rozsądnych zakupów kosmetycznych bywa trudne. Zachęceni tym wszystkim pakujemy do koszyka kolejne kosmetyki, których wcale nie potrzebujemy, a pewnego dnia okazuje się, że mamy w domu sklep kosmetyczny, a połowę naszych zbiorów trzeba wyrzucić. Spokojnie, to się zdarza, mi również. Co prawda mam swoje sprawdzone marki i produkty, czasem jednak zdarza mi się sięgnąć po coś co mi się po prostu podoba lub chcę sprawdzić coś nowego. Niestety nie zawsze jest to trafiony zakup.



Wydaje mi się, że robienie zakupów kosmetycznych jest coraz trudniejsze. Kiedyś na półkach było kilka rodzajów kremów przez co łatwiej było się zdecydować, aktualnie do wyboru mamy kilkadziesiąt, co według mnie sprawę bardzo komplikuje. Opowiem Wam jak to u mnie czasem wygląda. Załóżmy, ze akurat skończył mi się mój ulubiony krem, zbliża się weekend więc jak zamówię przez internet nie zdąży mi przyjść. Dobra, jadę szybko do Rossmann'a. Stoję przed półką i szukam, szukam i szukam. Sprawdzam po 3 razy, bo nie widzę mojego kremu, a może gdzieś tam w głębi półki czeka na mnie. Kątem oka widzę, że Pan z ochrony przechodzi obok, pewnie wyglądam podejrzanie jak tak stoję obok tej półki. Na pewno chcę coś zwędzić. Ostatecznie stwierdzam, że jednak nie ma. No dobra to wezmę inny co za problem. Fioletowy? Może czerwony? Różowy, a może niebieski? Moją uwagę przykuwa wreszcie jakieś opakowanie, no to czytam co ma w środku. Nie, jednak to nie dla mnie. Odkładam go na półkę i biorę inny. Po kilku podejściach mam dość i biorę to co tak naprawdę wydaje mi się, że jest odpowiednie. Potem w domu okazuje się, że krem się jednak nie sprawdza i zmuszona jestem go "zmęczyć" do końca lub wyrzucić. Znacie ten scenariusz? U mnie na szczęście zdarza się coraz rzadziej, od kiedy zastosowałam się do poniższych zasad.


  • Kupuj z wyprzedzeniem, ale z umiarem. Nie musisz od razu kupować zapasu na cały rok. Jednak kiedy widzisz, że twój kosmetyk zbliża się do końca poszukaj nowego opakowania. Zaoszczędzisz sobie nerwów i nie będziesz musiała brać  z półki czegokolwiek (z czego i tak pewnie nie będziesz zadowolona), bo akurat Twój ulubiony nie jest dostępny.
  • Nie sugeruj się reklamą. Nie ma nic złego w tym by czasem sprawdzić jakąś nowość, która pojawiła się na rynku. Nie oszukujmy się jednak. W reklamie wszyscy są piękni i młodzi. Mają gładkie twarze i piękny uśmiech, pewnie nawet mając 100 lat wyglądają lepiej od nas, a to wszystko za sprawą zwykłego kremu i zwykłej pasty do zębów. Niestety rzeczywistość jest inna. Jeśli więc macie sprawdzone kosmetyki nie rezygnujcie z nich tylko dlatego, że w reklamie powiedzieli, że "skuteczność kremu potwierdza 95% testujących". Akurat Wy możecie być w tych 5%.
  • Sprawdź opinie w internecie. Często kiedy robię zakupy mam włączony internet w telefonie. Jeśli mam jakieś wątpliwości czy warto kupić dany produkt wyszukuję opinie na jego temat. Czasem porównuję też cenę. Jeśli dany produkt ma bardzo dobre opinie w różnych serwisach, a opinie te są rzetelnie napisane to kupuję go. Natomiast jeśli produkt ma słabe opinie po prostu rezygnuję z niego. Z czasem zobaczycie jak może to ułatwić zakupy. U mnie ten sposób sprawdza się nie tylko w przypadku kosmetyków, ale w zasadzie większość rzeczy, które kupuję przechodzi taką weryfikację.  
  • Zanim kupisz zapas dla całej rodziny, poproś o próbkę lub kup pojemność podróżną. Niby z jednej strony fajnie, bo możesz kupić taniej większe opakowanie, ale z drugiej strony co jeśli kupisz nietrafiony kosmetyk? Nie spodoba Ci się zapach lub dostaniesz wysypki? Wyrzucisz całe opakowanie? To po prostu marnowanie pieniędzy i wcale nie będzie taniej, a przy tym zwiększy się zanieczyszczenie środowiska.
  • Nie kupuj kosmetyków w kioskach,  na bazarach czy w małych sklepach. W takich miejscach nie masz pewności co do oryginalności kosmetyków oraz sposobu ich przechowywania.  Nie raz zdarzyło mi się odwiedzić mały lokalny sklep, gdzie kosmetyki pokryte były grubą warstwą kurzu. To jeszcze nic, gorszy jest np. podkład, który całymi dniami opala się na pełnym słońcu... Nie wiesz ile sobie tak już leży, czy ktoś go wcześniej otwierał, a może i używał? Z pewnością wszystko to wpływa na pogorszenie jakości kosmetyku.
  • Kupując w internecie kupuj w sprawdzonych miejscach. Uwielbiam robić zakupy w internecie. Ceny są niższe niż w sklepach stacjonarnych, zakupy możesz robić całą dobę, czasem przesyłka jest gratis, a do tego kurier wszystko przywozi prosto do domu. Bajka, a jednak nie do końca. Internet zalewa bowiem morze podróbek. Nie będę już nawet mówić o lekach czy suplementach diety, skupmy się na kosmetykach. Produkty te pochodzą z niewiadomego źródła, a ich skład nie jest znany. Wystrzegam się więc kupowania kosmetyków w serwisach allegro, olx, grupach na Facebook'u itp. Mam za to kilka sprawdzonych sklepów i drogerii.
  • Koniecznie sprawdzaj daty ważności. Czasem na promocjach zdarza się, że produkty są tańsze właśnie ze względu na kończącą się datę przydatności. Zdarza się też, że po prostu zalegają dłużej na półkach niż powinny stąd ich niższa cena. Mi zdarzyło się kiedyś kupić w internecie podkład, który jak się okazało miał 5 lat, został już zastąpiony nową wersją, a jego przydatność dawno się skończyła! 
  • Zwracaj uwagę na symbole na kosmetykach. Staraj się w miarę możliwości wybierać kosmetyki sygnowane przez "króliczka". Ten znak graficzny gwarantuje, że kosmetyk nie był testowany na zwierzętach. Dobrze, że coraz więcej firm decyduje się na tego typu ruch. Oprócz tego lubię kiedy kosmetyk ma certyfikaty np.że jest vegański czy ekologiczny. 
  • Nie kupuj kosmetyku kiedy opakowanie budzi wątpliwości. Czasem jest to brudna, zgnieciona tubka, zerwana plomba czy uszkodzony kartonik. 
  • Sprawdź listę składników. Od zawsze wyznaję zasadę "im mniej, tym lepiej". Jeśli chodzi o składy kosmetyków sprawdza się to idealnie. Jak tylko widzę, że kosmetyk ma skład na pół tubki to odkładam go na półkę. Staram się wybierać kosmetyki ekologiczne, oparte na naturalnych wyciągach roślinnych, wolne od parabenów, silikonów itp. 
  • Nie bierz pierwszej lepszej sztuki z półkiW marketach czy drogeriach kosmetyki stoją na oświetlonych półkach co sprawia, że nagrzewają się. Warto zatem sięgnąć w głąb półki i poszukać "lepszej sztuki",
  • Zastanów się nad rodzajem opakowania. Ja np. lubię kiedy kosmetyk ma aplikator i nie muszę wkładać do niego palców. Jest to bardziej higieniczne rozwiązanie, które przedłuża trwałość produktu. Wolę też kiedy kosmetyk jest w szczelnej tubce, która chroni przed światłem niż w przeźroczystym słoiczku, chociaż te słoiczki są czasem takie urocze...
Myślę, że te zasady są naprawdę przydatne i pewnie większość z Was stosuje przynajmniej część z nich. Niektóre z powodzeniem możecie wykorzystać podczas np.zakupów spożywczych. 
A Wy macie jakieś swoje zasady, których się trzymacie podczas zakupów? Czy może idziecie na żywioł? Koniecznie dajcie znać, bo może o czymś zapomniałam.
PIĘKNE STOPY PRZEZ CAŁY ROK | MOJA PIELĘGNACJA + KOSMETYKI NIE TYLKO DO STÓP, KTÓRE POMAGAJĄ MI ZACHOWAĆ GŁADKĄ SKÓRĘ

11:47

PIĘKNE STOPY PRZEZ CAŁY ROK | MOJA PIELĘGNACJA + KOSMETYKI NIE TYLKO DO STÓP, KTÓRE POMAGAJĄ MI ZACHOWAĆ GŁADKĄ SKÓRĘ

"Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" to stare porzekadło doskonale odzwierciedla to co dzieje się z naszymi stopami zimą. Wiadomo zima to sezon na rajstopy i skarpety, stóp nie widać to kto by się tam nimi przejmował? A przecież zimą nasze stopy wymagają szczególnej pielęgnacji. Więzione w grubej skarpetce i zimowym obuwiu wcale nie czują się dobrze. Nie mogą oddychać, a do tego dochodzą zmiany temperatur - raz marzną, innym razem się przegrzewają. Jednym słowem nie mają lekko... A potem robi się coraz cieplej i nagle okazuje się, że nie ma się czym chwalić... Aby tego uniknąć przestrzegam kilku zasad i zawsze mam pod ręką kosmetyki pielęgnacyjne. Dzisiaj zdradzę Wam jak dbam o moje stopy przez cały rok.


Relaksująca kąpiel
Bardzo lubię fundować moim stopom relaksującą kąpiel w ciepłej wodzie z dodatkiem naturalnych olejów np.kokosowego czy olejku z lawendy. Po ten drugi sięgam zdecydowanie częściej, chociaż nie jestem fanką jego babcinego zapachu. Kąpiel taka trwa zazwyczaj 15 - 20 minut, a ja w tym czasie mam chwilę by poczytać lub po prostu się zrelaksować. Podczas takiej kąpieli skóra zostaje zmiękczona i  jest odpowiednio przygotowana do kolejnych zabiegów.

Pora na oczyszczanie i złuszczanie
Po kąpieli przychodzi pora na peeling czyli oczyszczanie i złuszczanie martwego naskórka. Peeling możecie kupić gotowy lub z powodzeniem wykonać go w domu np.z oliwy z oliwek i soli morskiej. Masaż wykonany podczas takiego zabiegu poprawia krążenie, a skóra staje się gładka. 
Jeżeli jednak na waszej skórze występują większe problemy z którymi nie radzi sobie zwykły peeling warto pomyśleć o peelingu kwasowym. Jest to zdecydowanie lepsze rozwiązanie niż sięganie od razu po pumeks, tarkę czy nożyk. Brrr... Ciarki przechodzą mnie na samą myśl. Miałam okazję sprawdzić taki peeling w postaci specjalnych złuszczających skarpetek i on naprawdę działa. Formuła peelingu oparta jest na złuszczających właściwościach kwasów, które wnikają głęboko w skórę, gruntownie ją oczyszczając i złuszczając. Po kilku dniach od zabiegu skóra zaczyna odchodzić płatami co na początku jest okropne i może spędzać sen z powiek, ale trzeba to po prostu przetrwać by po ok.2 tygodniach cieszyć się pięknymi stopami. 

Nie zapomnij o nawilżeniu
Najpopularniejszym sposobem jest po prostu kremowanie. Do wyboru mamy niezliczone ilości kremów, wśród których z pewnością każdy znajdzie coś dla siebie. Dla osób z większymi problemami polecam krem z zawartością mocznika, który działa złuszczająco, zapobiega wysychaniu i twardnieniu pięt, a także wspiera proces ich regeneracji. Jeżeli jednak nie macie poważnych problemów z rogowaceniem pięt i jesteście zwolenniczkami naturalnych metod z pewnością do gustu przypadnie Wam olejowanie. Olejowanie na pewno znacie z pielęgnacji włosów, bo chyba tam zdobyło największą popularność. W przypadku olejowania najczęściej najczęściej sięgam po nierafinowane, tłoczone na zimno masło shea. Lubię je ze względu na jego zapach oraz właściwości regeneracyjne i nawilżające co w przypadku stóp jest naprawdę ważne. Aplikuje je tuż po wieczornej kąpieli, nakładam bawełniane skarpetki i do spania :) Jeśli chodzi o kremowanie i olejowanie stosuję je na zmianę.

Na koniec mały przegląd kosmetyków nie tylko przeznaczonych do stóp, których miałam okazję używać:

Vianek, Seria Czerwona, Regenerujący peeling do rąk 
Ten peeling do rąk sprawdza się świetnie także w przypadku stóp. Dzięki zawartości soli himalajskiej i pumeksu złuszcza martwy naskórek, detoksykuje i wygładza. Duża zawartość składników nawilżających dogłębnie nawilża i odżywia skórę, pozostawiając ją elastyczną i miękką. Zawartość kwasu salicylowego pozwala rozjaśnić przebarwienia i plamy. Peeling ma dobry skład, przyjemnie pachnie i jest wydajny. Niestety ze względu na jego naturalny skład ma krótki termin ważności. Jest go za dużo by zużyć go do rąk i tak zaczęłam używać go do stóp. Po użyciu skóra jest gładka i dobrze nawilżona. Niestety na skórze pozostaje tłusta warstwa co nie każdemu będzie odpowiadać. Dlatego ja stosuje go na noc, a rano moje stopy czują się świetnie. 

Avon, Foot Works, Peeling do stóp orzechy makadamia 
Chyba najładniej pachnący peeling jaki miałam. Niestety nie należy do mocnych zdzieraków i raczej nadaje się do podtrzymania efektu gładkich stóp niż do jego uzyskania. Jest bardzo delikatny, a jego drobinki są malutkie. Nakładam go pod prysznicem zanim zacznę się myć, masuje stopy chwilę, a potem zostawiam go na stopach, aż do zakończenia kąpieli. 


O'Herbal, Krem do stóp na suche i popękane pięty z ekstraktem z prawoślazu 
Kupiłam go skuszona opisem. Zgodnie z opisem: ekstrakt z prawoślazu sprzyja regeneracji, zapewnia intensywne nawilżenie i odżywienie skóry. Co do kremu to jest wodnisty i wystarczy niewielka ilość by nakremować stopy. Wchłanianie mogło by być lepsze, ale co ważne nie pozostawia tłustej i śliskiej warstwy. Spektakularnego efektu nie zauważyłam, bo nie miałam popękanych pięt, ale skóra była przyjemna w dotyku. Wydaje mi się jednak, że przy bardzo suchych stopach sobie nie poradzi.

Shefoot, Krem odżywczy do paznokci i suchej skóry stóp
Krem przyciągnął mnie ciekawym opakowaniem - podobno mniej znaczy więcej :) Wzbogacony płynną keratyną, elastyną, olejem arganowym, witaminą E, masłem shea... Po takiej dawce dopalaczy stopy powinny być perfekcyjne. Dla mnie to krem taki jak każdy inny i nie zauważyłam po jego użyciu żadnego efektu "łał". Jest gęsty i treściwy. Może dlatego wchłania się tak sobie, a na skórze zostaje wyczuwalna warstwa. Krem miałam okazję stosować zimą, kiedy stopy najbardziej potrzebują nawilżenia i niestety nie widziałam specjalnych efektów. Może i na nawilżył, ale efekt szybko znikał. Musiałam go stosować dwa razy dziennie, żeby efekt się utrzymywał, a i tak dłuższego efektu nie było.

Avon Foot Works, Orzeźwiający żel do stóp i nóg z miętą pieprzową
To jeden z niewielu "damskich" kosmetyków, który polubił również mój mąż. Żel ma przyjemną żelową konsystencję, ładnie pachnie i daje mega orzeźwienie. Wchłania się szybko, ale niestety pozostawia delikatną, lepką warstwę, jest lekki i idealnie sprawdza się w gorące dni. Jak dla mnie spełnia swoje zadanie i warto mieć kosmetyk tego typu podczas wakacyjnych wojaży. 

Apteczka Babci Agafii, Krem naturalny propolisowy do stóp
Krem kupiłam całkiem przypadkiem przy okazji uzupełnienia zapasów syberyjskich kosmetyków. Jego konsystencja jest bardzo gęsta, a zapach słodki i miodowy. Wchłania się tak sobie i oczywiście pozostawia warstwę na skórze. Jeśli chodzi o efekt to zmiękcza i wygładza skórę, ma również działanie przeciw rodnikowe, przeciwzapalne i normalizujące. Dzięki zawartości Klimbazolu zapobiega pojawieniu się i rozwoju infekcji grzybiczej. Stosując go odwiedzałam basen oraz saunę i w tym czasie nie zauważyłam by coś niepokojącego działo się z moimi stopami, więc myślę, że faktycznie działa.

Liv Delano: krem - sorbet do rąk
Krem według zapewnień producenta ma intensywnie nawilżać, a jego skład to w 100% naturalne oleje. Już za sam ten opis można go pokochać. Do tego dochodzi ta ładna orientalna szata graficzna i mamy miłość od pierwszego wejrzenia... Krem co prawda przeznaczony jest do rąk, ale jak w przypadku tego rodzaju kosmetyków stosuję go również do stóp. Ma lekką konsystencję, mleczny kolor i nieco sztuczny zapach. Sama nie wiem jak go określić, ale jest dziwny i właśnie ze względu na ten zapach stosowałam go tylko do stóp.  Wchłanianie dosyć szybkie i co ważne nie pozostawia takiej nieprzyjemnej warstwy na skórze. Stopy pozostawia w dobrej kondycji. 

A jak się mają Wasze stopy? Zdążyłyście zadbać o nie przed tymi rekordowymi upałami?
A'PIEU MILK ONE-PACK - MLECZNE MASKI W PŁACHCIE | PURE MILK, COCONUT, GREEN TEA, BANANA, CHOCOLATE, STRAWBERRY

03:50

A'PIEU MILK ONE-PACK - MLECZNE MASKI W PŁACHCIE | PURE MILK, COCONUT, GREEN TEA, BANANA, CHOCOLATE, STRAWBERRY

Maski w płachcie są idealne dla osób lubiących się relaksować. Są szybkie, wygodne i łatwe w użyciu. A kiedy jeszcze mają ciekawe opakowanie wprost nie mogę się im oprzeć. Tak właśnie trafiły w moje ręce produkty azjatyckiej marki A'Pieu, które zdecydowanie przyciągają uwagę swoim oryginalnym designem. Kiedy wybrałam się na zakupy w planie miałam zakup zupełnie innych produktów, ale te maski wyglądały tak interesująco, że od razu wzięłam wszystkie dostępne wersje. Opakowania w formie uroczych "kartoników mleka" wręcz sprawiają wrażenie, że są trójwymiarowe. Do tego są tak smacznie kolorowe... 

mleczne maseczki w płachcie apieu

Cała mleczna kolekcja składa się z 7 wariantów kolorystycznych (zapachowych), wśród nich znajdują się:

  • Mleko - maska nawilżająca,
  • Banan - maska odżywcza,
  • Truskawka - maska rozjaśniająca,
  • Czekolada - maska wygładzająca,
  • Kokos - maska nawilżająca
  • Zielona herbata - maska kojąca,
  • Kawa - maska ujędrniająca (jedyna wersja, która była niedostępna podczas moich zakupów, szkoda bo bardzo lubię kawę)

Maseczki zostały stworzone na bazie mleka i ekstraktów roślinnych. Proteiny zawarte w mleku mają nawilżyć, odżywić i wygładzić naszą skórę, przywracając jej równowagę płaszcza lipidowego. Dodatkowe naturalne ekstrakty sprawiają, że możemy dobrać maseczkę do potrzeb naszej skóry.
Niewątpliwie jest to jedna z "wygodniejszych" masek w płachcie jakie miałam do tej pory. Bawełniana płachta jest średniej grubości, jest mocno nasączona i dobrze wykrojona, dzięki czemu nawet na mojej małej twarzy "dobrze leży". Esencji jest tak dużo, że spokojnie wystarczy by zaaplikować ją na dekolt. Dla sprawdzenia trzymałam maskę dłużej niż zaleca producent (15-20 min) i trzyma się dobrze, praktycznie aż do wyschnięcia. 

Mleko

Jest to maseczka nawilżająca przecznaczona do pielęgnacji skóry suchej, pozbawionej blasku. Pachnie najdelikatniej ze wszystkich wersji. Jej działanie jest również delikatne, a nawilżenie i ulga dla skóry odczuwalna niemal natychmiast. Jeśli więc szukasz typowej maski nawilżającej to ta będzie najlepsza z nich. Podczas noszenia maski, jak i pozdjęciu nie odczuwałam żadnych niepokojących objawów w postaci zaczerwienienia czy pieczenia. Maska nie pozostawia tłustej, lepkiej warstwy, dobrze się wchłania i nie wymaga spłukiwania. Skóra po użyciu staje się bardziej elastyczna i gładka.


Czekolada

Jest to maska wygładzająca do pielęgnacji skóry dojrzałej. Pachnie delikatnie jak by mieszanka kokosu, czekolady i migdałów. W przypadku tej maski nie odczułam takiego super efektu nawilżenia jak u poprzedniczki, pomimo tego, że esencja wręcz kapała z płachty. Podczas stosowania czułam lekkie mrowienie czy nawet pieczenie. Po zdjęciu maski wszystko wróciło do normy, a skóra była pełna blasku i jak by pobudzona do życia. 

mleczne maseczki w płachcie apieu

Zielona herbata

Jak pewnie się domyślacie jest to maseczka kojąca do pielęgnacji skóry wrażliwej. Tak jak pozostałe wersje pachnie dlikatnie, a zapach przypomina herbatę. Z pewnością jest to maseczka, która przynosi ukojnenie i odprężenie - jej zapach zdecydowanie pomaga się zrelaksować. Skóra po użyciu jest nawilżona, gładka i promienna. 

mleczne maseczki w płachcie apieu











Truskawka

Truskawkowa maseczka rozjaśnia matową skórę. Zdecdydowanie jest to coś dla mojej ziemistej i zmęczonej cery. Maska pachnie delikatnie truskawkowo, można powiedzieć, że przypomina jogurt. Jej użycie jest komfortowe, a zawartość ekstraktu z perły pozytywnie wpływa na koloryt skóry i jej promienny wygląd. Po jej zastosowaniu moja skóra czuła się dobrze i naprawdę dobrze wyglądała. Stała się bardziej rozświetlona i nabrała blasku, którego teraz zimą zdecydowanie jej brakuje. Stała się nawilżona i napięta. Maska nie pozostawia nieprzyjemnej, lepkiej warstwy, a esencja dobrze się wchłania.

mleczne maseczki w płachcie apieu


Banan


Rozświetlająco-odżywcza maseczka dla skóry pozbawionej blasku. Ekstrakt z banana rewitalizuje oraz nawilża matową skórę. Mleczko pszczele łagodzi podrażnienia. Maska pachnie cudownie bananowo i jest to moja ulubiona maseczka spośród całej serii. Dobrze nawilża i wygładza, a także regneruje zmęczoną skórę. Moja matowa i ziemista cera zdecydowanie potrzebuje takich energetycznych maseczek. Buzia po użyciu stała się miękka, sprężysta i wygładzona. Esencja wchłonęła się całkowicie, nie pozostawiając tłustej warstwy.

mleczne maseczki w płachcie apieu












Kokos

Nawilżająca maseczka z kokosem polecana jest do pielęgnacji skóry suchej. Jest to chyba moje największe rozczarowanie, liczyłam, że maska będzie mega pachnieć kokosem, który uwielbiam pod każdą postacią, a tu zonk mamy zapach bardzo delikatny i jak się dobrze zaciągniemy to może przypomina on kokos. Po za tym nie jest tak dobrym nawilżaczem jak wersja mleczna. Maseczka dobrze nawilża, a efekty widoczne są gołym okiem od razu po jej zdjęciu, w postaci gładkiej, nawilżonej i świeżej skóry.

mleczne maseczki w płachcie apieu


Jeżeli chodzi o składy to są niemal identyczne i w zasadzie różnią się zawartością ekstraktów roślinnych. Poniżej prezentuje Wam dwa przykładowe:

Truskawkowa skład: Water, Butylene Glycol, Glycerin, Mineral Oil, PEG-40 Stearate, Cetearyl Alcohol, Stearic Acid, Sorbitan Sesquioleate, Fragaria Chiloensis (Strawberry) Fruit Extract, Milk Extract, Pearl Extract, Lactobacillus/Soybean Ferment Extract, Saccharomyces/Imperata Cylindrica Root Ferment Extract, Saccharomyces/Viscum Album (Mistletoe) Ferment Extract, Nelumbo Nucifera Callus Culture Extract, 1,2-Hexanediol, Sodium Hyaluronate, Ethylhexylglycerin, Caprylyl Glycol, Illicium Verum (Anise) Fruit Extract, Carbomer, Triethanolamine, Phenoxyethanol, Disodium EDTA, Fragrance

Czekoladowa skład: Water, Butylene Glycol, Glycerin, Mineral Oil, PEG-40 Stearate, Cetearyl Alcohol, Stearic Acid, Sorbitan Sesquioleate, Theobroma Cacao (Cocoa) Extract, Milk Extract, Prunus Mume Fruit Extract, Lactobacillus/Soybean Ferment Extract, Saccharomyces/Imperata Cylindrica Root Ferment Extract, Saccharomyces/Viscum Album (Mistletoe) Ferment Extract, Nelumbo Nucifera Callus Culture Extract, 1,2-Hexanediol, Sodium Hyaluronate, Ethylhexylglycerin, Caprylyl Glycol, Illicium Verum (Anise) Fruit Extract, Carbomer, Triethanolamine, Phenoxyethanol, Disodium EDTA, Fragrance

mleczne maseczki w płachcie apieu

Podsumowując:

Wszystkie maseczki wyglądają świetnie. Do tego pachną bardzo delikatnie co niewątpliwie jest plusem - bardzo nie lubię intensywnych zapachów, które po dłuższym czasie męczą mnie. Płat jest dobrze wykrojony i baardzo dobrze nasączony, a esencji wystarczy spokojnie by zaaplikować ją sobie na szyję, dekolt czy dłonie. Podczas stosowania maseczka przylega idealnie do twarzy, nie wymaga poprawek nawet podczas wykonywania różnych domowych czynności. Przy niektórych maseczkach pojawiło się delikatne mrowienie, na szczęście znikało bezpowrotnie. Nie działo się nic niepokojącego z moją skórą, nie zauważyłam żadnych nowych niedoskonałości. Natomiast poprawił się stan nawilżenia, a skóra stała się bardziej elastyczna, promienna i rozświetlona. Moim ulubiecem jest wersja bananowa. Jednak według mnie maseczki nie różnią się między sobą jakoś super i tak naprawdę głównym kryterium wyboru był zapach. Spokojnie mogę Wam je polecić, zwłaszcza jeżeli traficie na promocje, bo można je kupić już za 7 zł.

Zestaw Bunny Together Set Glov. Czyli jak zostałam różowym króliczkiem. OPASKA + RĘKAWICA + QUICK TREAT

11:07

Zestaw Bunny Together Set Glov. Czyli jak zostałam różowym króliczkiem. OPASKA + RĘKAWICA + QUICK TREAT

Bunny Together Set to wyjątkowy, różowy zestaw. Jest tak uroczy, że nie mogłam przejść obok niego obojętnie i od razu go kupiłam. Zestaw składa się z 3 produktów: kultowej rękawicy GLOV On-The-Go, GLOV Quick Treat oraz opaski Bunny Ears. Przyznam się Wam, że te różowe uszy uwielbiam i chodzę w nich bardzo często - z pewnością już widziałyście je na moim instagramie czy facebook'u. Mogę więc oficjalnie stwierdzić, że zostałam różowym króliczkiem GLOV. Uszy występują również w innych wariantach kolorystycznych (np.zebra) jednak wersja różowa podoba mi się najbardziej. W zestawie jestem tak zakochana, że musiałam go wreszcie Wam pokazać dokładniej. Zresztą zobaczcie same!


Jak już pewnie wiecie jestem posiadaczką problematycznej cery, dlatego dużą uwagę przywiązuje do demakijażu. Jednym ze sposobów oczyszczania twarzy, które stosuje jest kultowa rękawica GLOV on-the-go. Rękawica została wykonana ze specjalnych mikrowłókien, które posiadają właściwości oczyszczające oraz redukujące nadmiar sebum. Rękawica jest delikatna, poprawia mikrocyrkulację, a przy tym nie narusza bariery hydrolipidowej. Nadaje się więc do każdego rodzaju cery. Jest zaprojektowana w taki sposób, że idealnie mieści się na kobiecej dłoni. Można spokojnie zabrać ją ze sobą na wyjazd - nie potrzebujemy dodatkowych kosmetyków oczyszczających - rękawica i woda wystarczą. 


Jeśli chodzi o Quick Treat jest to rękawica w wersji mini (nakładana na palec) pozwala poprawić makijaż w ciągu dnia, pozbywając się np. "efektu pandy" bez konieczności zmywania całego makijażu. 


Natomiast opaska Bunny Ears Headband przytrzyma włosy nie tylko w trakcie zabiegów pielęgnacyjnych (maseczki, demakijaż), ale również podczas wykonywania makijażu. Dodatkowo w zestawie znajdziemy wygodny woreczek, którego możemy używać jako kosmetyczki.


Rękawica GLOV jest łatwa w użyciu - wystarczy namoczyć ją w ciepłej wodzie, a następnie oczyścić twarz. Z pewnością nie podrażnia skóry i nie szczypie w oczy, dobrze przylega do dłoni i jest mięciutka. Na początku zastanawiałam się, że jak to niby może być, że taka sobie mała rękawica może zmyć makijaż? A, no może i to całkiem dobrze sobie z tym radzi. Szminka, tusz, podkład znikają bez śladu... Wystarczy namoczyć rękawice w ciepłej wodzie i umyć twarz. Jeżeli chodzi o makijaż oczu jest nieco trudniejszy w usunięciu, więc najlepszy efekt otrzymacie przykładając ją na kilka sekund, a następnie delikatnie przecierając. W przypadku oczu zdecydowanie wolę rękawice niż inne kosmetyki do demakijażu - rękawica nie podrażnia i nie szczypie.  Jeśli chodzi o cerę z niedoskonałościami nie powoduje podrażnień, nie uszkadza delikatnej skóry więc wszelkie krosty i trądzik znikają zamiast się nasilać. Kiedy stan mojej skóry się pogarsza i pojawiają się niedoskonałości wówczas używam jej codziennie, jednak raz w tygodniu staram się umyć twarz delikatnym kosmetykiem myjąco-oczyszczającym tak dla pewności. Jak dla mnie to super rozwiązanie, zwłaszcza dla osób lubiących proste, a zarazem skuteczne rozwiązania. Musimy jednak pamiętać o systematycznej wymianie rękawicy na nową - najlepiej wymienić ją po ok.3 miesiącach.


Zestawy GLOV występują w różnych wariantach. Myślę, że spośród nich znajdziecie odpowiedni produkt dla siebie. Jak dla mnie taki zestaw to również świetny pomysł na prezent dla siostry czy przyjaciółki. Nie tylko ze względu na ten uroczy wygląd, ale i produkty, które z pewnością sprostają oczekiwaniom każdej kobiety.


A Wy macie swój ulubiony sposób na demakijaż? Używacie może rękawicy?
Przegląd popularnych preparatów na rozstępy, nie tylko dla przyszłej mamy.

07:59

Przegląd popularnych preparatów na rozstępy, nie tylko dla przyszłej mamy.

Rozstępy to problem, który dotyka nie tylko przyszłych mam. Zdarza się również w okresie dorastania czy drastycznej zmiany wagi. Jeśli ten problem zaczynasz zauważać u siebie - reaguj i działaj zanim będzie za późno. 



Moje rozstępy pojawiły się wraz z pierwszą ciążą. Nie były jednak duże i bardzo widoczne, w zasadzie można uznać, że po ciąży o nich zapomniałam. Myślę, że to właśnie zasługa odpowiedniej pielęgnacji, oraz diety i aktywnego trybu życia. Problem na poważnie zaczął się w drugiej ciąży. Tu już nie było tak lekko i problem pozostał ze mną na zawsze - w zasadzie mam teraz pretekst by zgłosić się do Ambroziaka :) Nie mam jednak z tym problemu, przecież i tak jestem idealna... przynajmniej dla moich trzech mężczyzn. Dzisiaj przychodzę do Was z moją "rozstępową listą" i oceną 6 popularnych kosmetyków na rozstępy, które możecie kupić w dowolnej drogerii np. Rosmann. Są to preparaty przystępne cenowo, bowiem cena każdego z nich nie przekracza 30 zł. Jedyny minus jaki zauważam w tego typu kosmetykach to zdarza się, że posiadają parafinę czy parabeny i w zasadzie wszystko co by można było dodać, a w większości są to kosmetyki dla kobiet w ciąży. Nawet tu nie można się wysilić na prosty skład? No, ale czego się można spodziewać skoro kosmetyki od 1 dnia życia mają często tak samo nieciekawy skład... 

Od lewej:
1. Palmer`s, Cocoa Butter Formula, Massage Lotion for Stretch Marks (Balsam do skóry z rozstępami), 200 ml,
2. Pharmaceris, M, Tocoreduct Forte (Preparat zmniejszający istniejące rozstępy i blizny poporodowe /Krem redukujący rozstępy), 75 ml,
3. Perfecta, Mama, Specjalistyczny preparat ujędrniający ciało po porodzie, 200 ml,
4. Oillan, Mama, Multiaktywny balsam przeciw rozstępom, 200 ml,
5. Dax Perfecta Mama Specjalistyczny preparat przeciw rozstępom, 150 ml,
6. EVELINE Face & Body Therapy Professional, specjalistyczny olejek pielegnacyjny SOS, 75ml. Niestety od jakiegoś czasu nie jest już dostępny.


\

Zacznijmy od moich ulubieńców Palmer's i Pharmaceris. Pierwszy z nich bardzo przyjemnie pachnie, dobrze się rozprowadza pomimo swojej gęstej konsystencji, ma wygodną w użyciu pompkę i jest wydajny. Jednak największy plus daje mu za skuteczność i efekt opalenizny. Biorąc pod uwagę, że urodziłam synka w styczniu, mój brzuch był opalony prawie jak bym była po wakacjach. Jedyne czego teraz żałuję, to tego, że trafiłam na niego tak późno. Jest to bardzo dobry produkt, którego ze względu na te właściwości używam aktualnie do całego ciała. Niestety po aplikacji pozostawia dziwną warstwę co nie każdemu przypadnie do gustu, mi jednak nie przeszkadza.
Pharmaceris ma natomiast delikatniejszy zapach i lżejszą konsystencję. Zdziwiło mnie, że jest tak wydajny, ma bowiem mniejszą pojemność od pozostałych preparatów. Wyciskałam i wyciskałam, a on dalej był. Jest skuteczny i to nawet przy już widocznych rozstępach. Widocznie poprawia się stan skóry, a "rysy" stają się płytsze i mniej wyraźne. Niestety na efekt trzeba cierpliwie poczekać u mnie pierwsze efekty pojawiły się po ok.1,5 tygodnia regularnego stosowania. Mowa oczywiście o rozstępach, które były widoczne i zaczęły blaknąć, a z czasem znikać. Ze względu na to, że preparat nie daje efektu opalenizny jest on moim numerem 2. 



Perfecta preparat ujędrniający polecany dla kobiet po porodzie i w okresie karmienia piersią. Preparat bez parabenów, silikonów, parafiny, barwników i alergenów. Pierwszy plus, że jest bezpieczny dla matek karmiących. Posiada dość rzadką konsystencję, kremowy kolor i delikatny zapach. Dobrze się rozprowadza i szybko wchłania, pozostawiając delikatną warstwę na skórze. Używałam go po porodzie, dobrze nawilżał skórę, uelastyczniał i odżywiał. Według mnie jako preparat nawilżający spisuje się bardzo dobrze, skóra nabiera bowiem blasku, jednak działania ujędrniającego, wyszczuplającego czy "spinającego" rozciągniętą skórę nie zauważyłam. Według mnie lepiej spisał by się na początku ciąży niż po niej.
Oillan jest balsamem o gęstej kremowej konsystencji, białej barwie i neutralnym zapachu. To klasyczny emolient, który najlepiej zacząć stosować już na początku ciąży by zapobiec powstawaniu rozstępów. Szybko się wchłania, nie pozostawia tłustej warstwy, łagodzi zaczerwienienie i zmniejsza swędzenie. Już podczas aplikacji czuć różnice pomiędzy nim, a preparatami np.Perfecta - ten ma "konkretniejszą" konsystencję. Zaczęłam go stosować kiedy moje rozstępy już były, a i tak widziałam poprawę ich wyglądu.  Preparat wzmacnia i uelastycznia skórę oraz chroni ją przed podrażnieniami, widocznie rozjaśnia rozstępy, które może nie znikają, ale stają się z pewnością mniej widoczne. 


Perfecta preparat przeciw rozstępom ma podobnie jak poprzednicy gęstą białą konsystencję, biały kolor i neutralny zapach. Balsam jak balsam, nie zauważyłam żadnych specjalnych właściwości. Raczej kosmetyk dla kobiet, które nie mają predyspozycji do powstawania rozstępów i potrzebują jedynie nawilżenia skóry. Wydaje mi się, że nie sprawdzi się u mam z dużym brzuszkiem, które potrzebują naprawdę skutecznego działania. Nie zauważyłam zmniejszenia istniejących już rozstępów. W zależności od naszych potrzeb u jednej mamy się sprawdzi u innej nie. 
Olejek Eveline według producenta można stosować w przypadku problemów z bliznami, rozstępami, nierównomiernym kolorytem, oznakami starzenia się skóry, suchą skórą, wrażliwą i odwodnioną inaczej mówiąc cud miód. Jedno co na pewno mogę powiedzieć to olejek ładnie pachnie, dzięki swojej nietłustej konsystencji jest przyjemny w użyciu i nie pozostawia tłustych śladów. Dobrze się rozprowadza, wygodnie stosuje się go w trudnych miejscach jak łokcie, kolana czy pięty. Niestety wkurza mnie jego opakowanie. Jak można robić olejek po prostu lejący się z buteleczki? Taka forma zdecydowanie nie jest wygodna i za jednym razem można wylać sporą ilość. Nie będziemy się również oszukiwać, ale olejek nie spełnia wszystkich obietnic producenta - nie jest to preparat działający cuda. Po użyciu skóra staje się po użyciu aksamitnie gładka i miękka w dotyku. Olejek sprawdza się dobrze w przypadku szorstkiej wysuszonej skóry, ale niestety blizny i rozstępy nie znikają jak za sprawą czarodziejskiej różdżki. Nie zauważyłam również działania przeciwstarzeniowego - brzuch mi się jeszcze bardziej zmarszczył :)


Jedno co mogę potwierdzić w 100% to, że stosowanie preparatów pomaga utrzymać odpowiedni poziom nawilżenia skóry, a to przyczynia się do zmniejszenia ryzyka powstawania rozstępów. W zasadzie jeżeli nie mamy predyspozycji genetycznych do powstawania rozstępów, a terapię rozpoczniemy już na samym początku prawdopodobnie zapobiegniemy ich powstaniu. Musimy jednak stosować preparaty regularnie bowiem raz na jakiś czas nie wystarczy. 

A co Wy stosowałyście na rozstępy? Jakiś preparat Was szczególnie zachwycił?

Niekończąca się historia, czyli moja opinia o ręcznej parownicy do ubrań Philips po kilku miesiącach użytkowania.

09:33

Niekończąca się historia, czyli moja opinia o ręcznej parownicy do ubrań Philips po kilku miesiącach użytkowania.

Nie lubisz prasować? Wkurza Cię ciągłe rozkładanie i składanie deski do prasowania? Szukasz szybszej i wygodniejszej metody by pozbyć się zagnieceń? Jeśli odpowiedziałaś na te pytania twierdząco to znaczy, że mamy dużo wspólnego, a ręczna parownica do ubrań to urządzenie stworzone dla Ciebie. 


Jakieś 5 miesięcy temu trafiła w moje ręce ręczna parownica do ubrań marki Philips. Produkt dla mnie zupełnie nowy. Chociaż wiele o niej słyszałam i czytałam, to jednak wcześniej nie miałam okazji go przetestować. Kiedy tylko parownica trafiła w moje ręce od razu poszła w ruch i sprawdziłam ją w zasadzie na wszystkim na czym można było. Oj tak fascynacja była ogromna i dosłownie całe dnie spędzałam z parownicą w ręku. Wiadomo każdy nowy gadżet cieszy na początku, a później wraz z upływem czasu zaczynamy dostrzegać jego wady. Często po takim teście, produkt wędruje do pudełka i więcej z niego nie wychodzi. Nie w tym wypadku! Parownica to bardzo wygodne i fajne urządzenie, które zastąpiło w naszym domu żelazko. 



Myślę, że zamiast skupiać się na danych technicznych przejdziemy od razu do konkretów. W pudełku oprócz parownicy znajdziemy rękawicę ochronną, instrukcję oraz szczotkę, która przyda się np. przy odświeżaniu poduszek. Sama parownica nie jest ciężka i wygodnie leży w dłoni, dzięki czemu łatwo się nią manewruje. Urządzenie jest banalnie proste w obsłudze. Wystarczy nalać wody do zbiorniczka znajdującego się w rączce, podłączyć parownicę do prądu, włączyć guzik i odczekać ok.40 sekund by parownica była gotowa do użycia. 



Następnie przykładamy parownicę do tkaniny, uwalniamy parę i chwilę później cieszymy się gładką bluzką czy sukienką. Czy to nie brzmi pięknie? Początkowo nie wierzyłam w żaden efekt, ale okazało się, że parownica działa jak żelazko (a nawet lepiej) i naprawdę dobrze radzi sobie z zagnieceniami i to nawet tymi konkretnymi i w trudno dostępnych miejscach. Idealnym przykładem jest moja bluzka, która parownicą została wyprasowana dużo szybciej niż kiedy robiłam to żelazkiem. 




Jeśli chcecie zobaczyć parownicę w akcji zapraszam do obejrzenia filmu:



A wśród Was są fanki parownicy? Czy może jednak żelazko jest dla Was wygodniejsze? 

SZCZOTECZKA SONICZNA DO MYCIA TWARZY BEAUTIFLY - JAK DZIAŁA SZCZOTECZKA SONICZNA? JAK JEJ UŻYWAĆ? CZY WARTO JĄ KUPIĆ? + URODZINOWY KONKURS

14:34

SZCZOTECZKA SONICZNA DO MYCIA TWARZY BEAUTIFLY - JAK DZIAŁA SZCZOTECZKA SONICZNA? JAK JEJ UŻYWAĆ? CZY WARTO JĄ KUPIĆ? + URODZINOWY KONKURS


Ostatnio często poruszałam temat oczyszczania twarzy. Głównie dlatego, że mam cerę problematyczną i oczyszczanie jest dla mnie najważniejszym krokiem do opanowania tego co potrafi się dziać na mojej twarzy, ale również ze względu na wasze wiadomości w których często pytacie właśnie o oczyszczanie. Dzisiaj przychodzę do Was z mega fajną szczoteczką soniczną Beautifly, którą testowałam przez ostatnie dwa miesiące. Mało tego dzięki uprzejmości Pana Damiana – ktoś z Was otrzyma taką małą, słodką szczoteczkę – o tym jednak później.


Oczyszczanie twarzy to najważniejszy krok do pięknej, zdrowej skóry dlatego należy się do niego przyłożyć. O ile rano (głównie ze względu na brak czasu) przemywam twarz płynem micelarnym, wieczorem staram się dokładniej oczyścić twarz przy pomocy różnych akcesoriów. Ostatnio wieczorne oczyszczanie umilała mi szczoteczka soniczna Beautifly i muszę przyznać, że wzbudziła zainteresowanie nie tylko moje, ale i moich chłopaków.


Szczoteczka soniczna Beautyfly wykorzystuje technologię soniczną, dzięki której to malutkie urządzenie wykonuje aż 800 ruchów oscylacyjnych na minutę! Pozwala to na sześć razy dokładniejsze oczyszczanie twarzy niż w przypadku użycia samych dłoni. Szczoteczka soniczna łączy szybkie ruchy włókien z ruchami wymiatającymi, dzięki czemu doskonale oczyszcza pory, usuwając zrogowaciały naskórek, zanieczyszczenia i pozostałości po makijażu. Jej działanie przypomina mikro- drgania, które dodatkowo pobudzają regenerację skóry. Dzięki tak dokładnemu oczyszczaniu stan skóry widocznie się poprawia – znikają nawet głębokie pory, a niedoskonałości przechodzą do historii.


Moją znajomość ze szczoteczką soniczną można określić jako „miłość od pierwszego wejrzenia”. Spodobała mi się od razu, a później było już tylko lepiej. Ten mały różowy gadżet zapakowany jest w ładne pudełeczko, wewnątrz oprócz silikonowej szczoteczki znajdziemy instrukcję obsługi, kabel USB do ładowania, oraz śliczny welurowy pokrowiec, który sprawdza się idealnie w podróży. Akurat sporo czasu spędziłam ostatnio w trasie, więc miałam okazję się o tym przekonać. Taka szczoteczka bez wątpienia będzie fajnym prezentem dla mamy, siostry czy przyjaciółki. Nie wiem jak Wy, ale ja bym się z takiego prezentu ucieszyła 😊


Szczoteczka wygodnie leży w dłoni i nie wyślizguje się – jest bardzo dobrze wyprofilowana. Strefa myjąca jest mięciutka i w odpowiedniej wielkości by wszędzie dotrzeć 😊 Dodatkowo szczoteczka jest wodoodporna i można jej używać pod prysznicem co osobiście przetestowałam i potwierdzam - faktycznie tak jest. To duży plus, ponieważ możemy bez problemu myć szczoteczkę bezpośrednio pod strumieniem wody. Jeżeli chodzi o używanie szczoteczki to jest proste jak używanie każdej innej szczoteczki do mycia. Zwilżamy skórę, nakładamy produkt myjący bezpośrednio na twarz lub na naszą szczotkę i myjemy. Ot cała filozofia – osobiście wolę opcję drugą. Pamiętajmy, że nawet używając szczoteczki do mycia twarzy musimy dobrać odpowiedni kosmetyk myjący oraz powinnyśmy oczyszczać twarz dokładnie nie omijając żadne. Nie oszukujmy się szczoteczka nie zrobi tego za nas.


Nasza różowa koleżanka wyposażona została w dwie strefy pracy. Pierwsza (według mnie przednia) wyposażona została w liczne wypustki różnej wielkości, a jej zadaniem jest mycie i oczyszczanie. Druga natomiast posiada wypustki w formie zgrubień, które mają za zadanie wymasować naszą twarz. Jeśli chodzi o wibracje to mamy do dyspozycji 6 stopniową skalę – do mnie osobiście przemawia poziom Hard - od razu się przyznam, że wibracje tak mi się spodobały, że nie używam szczotki bez nich. Jeśli jednak macie skórę delikatną lepiej wybrać poziom pierwszy, a w przypadku skóry uszkodzonej nie używać produktu, ponieważ może Wam zaszkodzić. W zasadzie szczoteczki możemy używać dwa razy dziennie, ja ze względu na brak czasu rano używam jej tylko wieczorem, a i tak widzę efekty.


Korzystanie ze szczoteczki sonicznej Beautyfly jest komfortowe i przyjemne. Skóra po myciu jest widocznie oczyszczona i gładsza niż w przypadku mycia samymi rękami. Według mnie stan mojej skóry znacząco się poprawił – cera nabrała blasku i ożyła na nowo. Fajnie, bo przekroczyłam już 30 i czuje, że moja skóra była ostatnio szara i zmęczona.
Z racji tego, że szczoteczkę testowałam przez dwa miesiące spokojnie mogę powiedzieć, że jest to produkt godny polecenia. Używam jej z przyjemnością, a moja skóra jest w coraz lepszej kondycji. Najważniejszym krokiem do pięknej skóry jest właśnie odpowiednie oczyszczanie bez niego nawet super kosmetyki nie zadziałają jak należy.
Na koniec dodam, że nasza szczoteczka posiada wbudowany wskaźnik naładowania, możemy ją ładować poprzez USB, posiada timer i przechodzi automatycznie w stan gotowości po 3 minutach. Co do ładowania to w ciągu dwóch miesięcy ładowałam ją dopiero raz! To robi wrażenie.


Na koniec mam jeszcze dla Was niespodziankę – Konkurs. Wczoraj obchodziłam urodziny i z tej okazji postanowiłam obdarować kogoś z Was szczoteczką soniczną Beautifly. Zasady są proste:
  • ·        Dołącz do obserwujących na moim blogu
  • ·        Napisz w komentarzu pod tym postem odpowiedź na pytanie: „Dlaczego szczoteczka powinna trafić właśnie do Ciebie?”

Konkurs trwa od 02.05.2018 – 09.05.2018 r. Zwycięzca ogłoszony zostanie 10 maja pod tym postem.
Swoje szanse możecie zwiększyć zgłaszając się na facebook’u oraz Instagramie. W sumie do zgarnięcia będą 3 sztuki (blog, facebook, instagram). Powodzenia!

Szczoteczka trafia do:

Pani Beaty Uliasz.

Gratuluję i czekam na kontakt. 

Yankee Candle - Snowflake Cookie czyli propozycja na mroźne dni.

04:00

Yankee Candle - Snowflake Cookie czyli propozycja na mroźne dni.

Za oknem mamy właśnie  prawdziwy atak zimy. Temperatury utrzymują się cały czas poniżej zera, dodatkowo u mnie intensywnie pada śnieg. Taka zima jest piękna i naprawdę szkoda, że przyszła dopiero teraz... By umilić sobie ten zimowy czas polecam Wam zapach "Snowflake Cookie" od Yankee Candle.


"Snowflake Cookie" jest stałym bywalcem w moim domu. Zaczęło się od wosku, który kupiłam lata temu, później był sampler, a ostatnio zaopatrzyłam się w dużą świecę by mieć go na dłużej. 



Według mnie to jeden z bardziej udanych zapachów YC. Zapach jest słodki i śmietankowy, przypomina lukrowane ciasteczka - zupełnie takie jak te na naklejce z przodu. Zapach jest bardzo intensywny i trwały, wystarczy więc otworzyć świecę by czuć go w pobliżu. Sama tak czasem robię, że tylko otwieram świecę i wącham... Jeśli więc tak jak ja jesteście fankami słodkich, ciasteczkowych zapachów to ten wosk/świeca przypadnie Wam do gustu. 


A co u Was teraz pachnie? Może macie jakiś godny polecenia zapach?