Szukasz idealnego zestawu kosmetyków na prezent? Musisz koniecznie zobaczyć ten post!

07:59

Szukasz idealnego zestawu kosmetyków na prezent? Musisz koniecznie zobaczyć ten post!

Witajcie! Jak Wam minęły Walentynki? Jakieś szczególne plany były? U mnie bez rewelacji. Wydaje mi się, że w pewnym wieku człowiek przestaje jarać się Walentynkami, przecież każdego dnia kochamy tak samo. Dziś przychodzę do Was z postem o tajemniczym pudełeczku, które pojawiło się w ostatnim poście z nowościami. Pewnie nie trudno było się domyślić, że w środku znajdują się kosmetyki i to nie byle jakie... 


FEEL SO GOOD od The Body Shop to elegancko zapakowany zestaw kosmetyczny, który będzie idealnym prezentem dla kobiety w każdym wieku. Mi sprawił ogromną radość, a moja mama (po 60-dziesiątce) stwierdziła, że też by taki chciała. Zestawy mają różne wersje zapachowe (kolorystyczne), oraz różną zawartość - różnią się ilością kosmetyków wewnątrz. Mój zestaw jest kokosowy i zawiera 5 sztuk w tym: kremowy żel pod prysznic, mydło, kremowy peeling, masło do ciała, oraz myjkę w pasującym kolorze. Jak dla mnie jest to prawdziwy nięzbędnik każdej kobiety.


Kolorystyka zestawu utrzymana jest w odcieniach brązu i beżu, zdecydowanie kojarzy się z orzechem kokosowym, który po przełamaniu jest jasny w środku. Dla mnie połączenie idealne. Kosmetyki z zestawu przeznaczone są do skóry normalnej i suchej. 


Myjki używam raczej z mydłem niż z żelem, jakoś tak jest mi wygodniej. Mydło do ciała pachnie egzotycznym kokosem. Delikatnie oczyszcza i nawilża skórę pozostawiając na kokosowy zapach. Zawiera certyfikowany olejek kokosowy.


Kremowy żel pod prysznic i do kąpieli jest naprawdę gęsty i w miarę dobrze się pieni. Co prawda zapach nie jest cudowny, ale naturalny. Żel pozostawia skórę miekką, gładką i czystą. Nie zawiera mydła, ma właściwości nawilżające i pozostawia skórę pachnącą prawdziwym kokosem. Idealnie sprawdzi się na wyjeździe, kiedy nie chcemy ze sobą zabierać dodotkowego kosmetyku nawilżającego. Również zawiera olejek kokosowy.


Peeling to istna gęsta kokosowa pianka. Pachnie pysznie, doskonale złuszcza martwy naskórek i sprawia, że skóra staje się miękka i gładka. Jedyny minus peelingu to jego wydajność, niestety szybko się kończy... zbyt szybko.


Masełko przeznaczone jest do skóry normalnej i suchej. Zawiera masło shea, masło kakaowe oraz olejek kokosowy. Doskonale nawilża, odżywia i zmiękcza skórę. Skóra pozostaje mieka i jedwabiście gładka przez długi czas. Radzi sobie nawet z ekstremalnie suchą skórą.  


Co prawda zestaw w normalnej cenie to spory wydatek, ale warto polować na promocję i kupić go nawet do -50% taniej. Opłaca się zwłaszcza, że zestaw wychodzi taniej niż kupowanie pojedynczych kosmetyków. Jeśli chcemy kogoś zaskoczyć i wręczyć mu fajny zestaw to naprawdę warto zastanowić się nad jego zakupem. Ja z pewnością jeszcze kiedyś skuszę się na jakiś zestaw w przyjemnej wersji zapachowej, ten był prawdziwym strzałem w 10!
URIAGE Hyseac mój sposób na niedoskonałości!

10:20

URIAGE Hyseac mój sposób na niedoskonałości!

Witajcie! Jakiś czas temu udało mi się załapać na testowanie kosmetyków od URIAGE. Wybrałam dla siebie serię Hyseac, ponieważ jak wiecie mam upartą tłustą cerę z niedoskonałościami. Życie z nią nie jest łatwe, nawet jak dbasz o nią systematycznie coś potrafi Ci "wyskoczyć" i popsuć plany. Obstawiam, że niejedna z Was ma ten sam problem. W mojej długiej już walce z "nimi" (niedoskonałościami) mam już spore doświadczenie, ale zawsze chętnie sprawdzam różne nowości...



Pielęgnacja Hyseac to tradycyjnie 3 kroki codziennej pielęgnacji skóry tłustej i mieszanej:
  • Krok 1 skuteczne oczyszczanie skóry. Dla siebie wybrałam Wodę Micelarną.
  • Krok 2 stosowanie odpowiedniego kremu. Wybrałam nowość krem 3-regul.
  • Krok 3 stosowanie pielęgnacji uzupełniającej. Jako pielęgnację uzupełniającą wybrałam nowość pastę SOS. 
Oprócz kosmetyków w pudełku znalazłam kalendarz na 2016 rok, legendarną już wodę termalną, oraz ulotkę z wszystkimi kosmetykami z serii Hyseac

uriage woda micelarna

Zacznę od chyba najbardziej znanego kosmetyku marki URIAGE jakim jest woda termalna. Myślę, że nie tylko ja lubię jej używać zwłaszcza latem. Woda jest unikalna ze względu na swój skład jest zwana "wodą skóry", nie wymaga osuszania, działa łagodząco i regenerująco na skórę, nawilża i tworzy warstwę ochronną. Myślę, że to obowiązkowy kosmetyk w naszych torebkach. 

uriage woda termalna

Jak już pisałam wielokrotnie jestem wielką fanką wody micelarnej i właśnie taką opcję wybrałam dla siebie jako pierwszy krok pielęgnacji. Woda ma dość sporą pojemność - 500ml i jest naprawdę wydajna, więc takie opakowanie wystarczy na baaardzo długo. Stworzona na bazie wody termalnej wzbogacona o ekstrakt z zielonego jabłka o działaniu seboregulującym. Jest bardzo delikatna, nie podrażnia, nie wysusza i nie szczypie w oczy a przy tym dobrze zmywa makijaż - nie ma problemu nawet z tuszem do rzęs. Skóra po użyciu jest zmatowiona i gładka, ale nie daje efektu "ściągnięcia". Pachnie delikatnie i bardzo przyjemnie




Jako drugi krok pielęgnacji wybrałam krem 3-REGUL, który jest nowością. 
Krem jest hipoalergicznyniekomedogenny i beztłuszczowy. Jest bardzo lekki, a skóra po nim jest niczym pupka niemowlaka - gładka, mięciutka i pachnąca. Głupio to zabrzmi, ale lubię się po niej głaskać, nie przypominam sobie, żeby jakiś inny produkt dawał taki efekt, coś w rodzaju specjalnej powłoki, która utrzymuje się przez całóy dzień. Po dłuższym stosowaniu koloryt się wyrównał - zniknęły zaczerwienienia, a pory stały się mniej widoczne. Krem daje całodniowy efekt zmatowienia, oraz nadaje się pod makijaż. 

uriage krem 3-regul

Jako pielęgnację dodatkową wybrałam pastę SOS, która również jest nowością. Zawiera olej z drzewa herbacianego oraz zieloną glinkę o działaniu ściągającym i antyseptycznym. Pasta działa na zmiany punktowe przyspieszając ich dojrzewanie. Jest lekko szarawa za sprawą dodatku glinki. Przed pierwszym nałożeniem pasty zbierałam się w sobie, spodziewałam się bowiem szczypania, efektu ściągnięcia czyli samych nieprzyjemnych wrażeń. Wszystko to okazało się zbędne, po nałożeniu pasty nie czułam nic negatywnego. Po jednej nocy zmiany stały się mniej czerwone, a po dwóch nocach niewidoczne. Używałam jej zaledwie 4 razy na kilka zmian, ale od wyleczenia tamtych zmian nie mam potrzeby jej używać, a to dobry znak. 

uriage pasta sos

Kalendarz już postawiłam na biurku. Każdy miesiąc to inny kolor i kosmetyk z innej linii. Patrząc na niego czuje się jak prawdziwa blogerka kosmetyczna :)





Podsumowując: linia Hyseac to idealna pielęgnacja dla mnie. Jeśli masz tłustą lub mieszaną cerę i borykasz się z niedoskonałościami to te produkty sprawdzą się również u Ciebie. Używanie tych kosmetyków to prawdziwa przyjemność, skóra tłusta zasługuje na delikatną pielęgnacje bez toników z alkoholem, czy preparatów z kwasem salicylowym, które u mnie powodowały wysuszenie i pieczenie skóry. Zdecydowanie sięgnę po nie ponownie, są delikatne i skuteczne. 


A na koniec jeszcze wyniki ostatniego konkursu. Bon H&M trafia do Pani:

Doroty Laskowskiej.

Gratuluję i czekam 3 dni na dane do wysyłki.



Moje podsumowanie roku 2015 i najważniejsze plany na 2016 rok.

09:15

Moje podsumowanie roku 2015 i najważniejsze plany na 2016 rok.

Witajcie! Jak tam po sylwestrze? Było szaleństwo? U nas była mega impreza w Energy2000. Po kilku latach spędzonych w domu czy na balach karnawałowych takie wyjście było mi bardzo potrzebne. Przeszalałam całą noc... Teraz przyszła pora na podsumowanie minionego roku. 

Styczeń zdecydowanie zaznaczony został na niebiesko, chociaż tego koloru nie lubię na paznokciach wygląda bardzo korzystnie. Moim najlepszym zakupem w styczniu była futerkowa kamizelka, która okazała się bardzo uniwersalna oraz moja pierwsza szminka MAC która tylko nakręciła mnie bardziej. W styczniu miałam również okazję testowania kosmetyków od The Secret Soap Store.


W lutym mieliśmy okazję podziwiać jedno z najładniejszych pudełeczek Shinybox, które na długo zapadło mi w pamięć. W dalszym ciągu delektowałam się kosmetykami od The Secret Soap Store. Zakupiłam najlepsze buty w życiu, które są okropnie wygodne i pasują do wielu stylizacji.


W marcu pojawiła się pierwsza w tym roku stylizacja z moją ulubioną kamizelką. Shinybox zapłonął ogniem, a ja odwiedziałam urocze miejsce jakim jest Zapach Domu. Właśnie wtedy rozpoczęła się moja przygoda z Kringle Candle.


Kwiecień plecień, bo przeplata... na blogu pojawiają się stylizacje modowe jak i paznokciowe. Zwłaszcza moje ulubione kropeczki i stylizacja z musztardowymi spodniami. 


Maj to moje urodziny, oraz wesele mojej przyjaciółki. Na blogu pojawiła się stylizacja związana z tą okazją. Właśnie wtedy pojawia się w ogrodzie najwięcej kolorów, które pojawiły się również na blogu.


Czerwiec był  cudowny, dzięki zapachowi Si oraz pięknej bransoletce, którą otrzymałam od perfumerii Douglas. Shinybox w tym miesiącu ukazał się pod hasłem Kobiecy Szyk, który wcale nie powalał zawartością. Pojawiła się również recenzja mojej ulubionej serii 3 kroków od Clinique.


W lipcu Shinybox zachęcał by powiedzieć TAK! Nie wiem co to hasło miało wspólnego z zawartością... Nabyłam też swoje wymarzone okulary Guess.


Sierpień był cudowny, upalny i naprawdę przyjemny. Pojawiła się jedna z moich ulubionych stylizacji w tym roku, która sprawdziła się w upalne dni w pracy. Zostałam zaproszona na testowanie zabiegu L'Oreal do Studia Urody Bohema, dzięki niemu moje włosy odzyskały blask. W tym miesiącu pojawiło się kolejne ładne pudełko Shinybox, które przywołuje wakacyjne wspomnienia.


Wrzesień to ostatnie pożegnanie lata, które wytrzymało wyjątkowo długo. Na blogu pojawiła się seria moich ulubionych kosmetyków marek Clinique oraz The Body Shop


W październiku się ochłodziło, więc rozpoczął się sezon na woski Yankee Candle. Miałam również okazję współpracować z Happiness Boutique, otrzymałam w ramach tej współpracy piękny naszyjnik.


Listopad to miesiąc kosmetycznych recenzji. Kosmetyki kolorystycznie dopasowane do panującej aury. 


Największe zmiany były w grudniu, kiedy zdecydowałam się ściąć włosy. Rozpoczęłam tym samym nowe życie. 


 W tym Nowym 2016 Roku zdobędę magistra, skończę podyplomówkę i wyjdę za mąż. To są ustalone kwestie, resztę czas pokażę. A Wy macie jakieś plany czy postanowienia na ten rozpoczynający się 2016 rok? 

Zmieniając siebie, możemy pomóc też innym...

11:20

Zmieniając siebie, możemy pomóc też innym...

    Witajcie! Historia, którą Wam dzisiaj opowiem ciągnie się za mną od połowy tego roku. Wszystko zaczęło się podczas porządków. Porządków w stylu "Perfekcyjna Pani Domu" - przeglądamy to co mamy i wyrzucamy co się da. Właśnie wtedy trafiłam na ulotkę "samobadanie piersi". Dało mi to dużo do myślenia, dodatkowo dużo się teraz słyszy jakie to ważne, żeby się badać. Moja pierwsza myśl: "co mi szkodzi sprawdzę, przecież i tak nic nie znajdę". Myliłam się. Znalazłam guzek. Najpierw nie chciałam uwierzyć, więc sprawdzałam i sprawdzałam czy on rzeczywiście tam jest, czy może przypadkiem się pomyliłam. Później ogranął mnie strach, że to już koniec, że jest źle, że co teraz będzie przecież mam dopiero 27 lat i całe życie przed sobą. Długo zajęło mi zbieranie się w sobie i pójście na USG. Kiedy już tam dotarłam moje obawy się potwierdziły, guzek jest. Kolejnym etapem była wizyta w "pradni chorób sutka" wszystko fajnie jeśli mamy 50+ wtedy można powiedzieć przyjmują nas z mety. W innym wypadku musimy czekać. Później wizyty, biopsja i wycięcie "obiektu". Na korytarzach masa ludzi w różnym wieku. Głównie kobiety od ok.18 do pewnie 70 lat. W moim wypadku wszystko zakończyło się dobrze, niestety nie zawsze tak się to kończy. Dlatego pamiętajcie o badaniach, by zdążyć wyprzedzić najgorsze!

    Dużo myślałam w ostatnim czasie. Chciałam zrobić coś zarówno dla siebie jak i dla innych. Tak zrodził się pomysł by ściąć włosy i oddać je na perukę dla osób po chemioterapii. Cała akcja nazywa się "Daj Włos" organizowana jest przez Fundację Rak'n'Roll Wygraj Życie. Szczegóły tutaj.

Decyzja nie była łatwa, ale udało się. Oto i moje skromne 35 cm:

Zdjęcia szału nie zrobią, bo jakoś sama sobie nie umiem ich robić, ale myślę, że da się przeżyć. Oto i nowa ja: 


Przypominam Wam jeszcze o trwającym konkursie! Tutaj
VIS PLANTIS żel i płyn micelarny godny polecenia?

14:48

VIS PLANTIS żel i płyn micelarny godny polecenia?

Witajcie w ten szary, ponury i wietrzny dzień.  Pewnie większość z Was już czuje klimat świąt: jedni sprzątają, inni kupują ozdoby, a jeszcze inni co nie co już pieką. Ja ostatnio miałam w domu istny szpital. Zaczęło się od choroby mojego przedszkolaka, a później choroba przeniosło się na mnie. Na szczęście oboje od jutra wracamy do pracy i do przedszkola. Nie o tym jednak będzie dzisiejszy post, a o wielkiej walce która odbywa się codziennie w mojej łazience…

W ramach współpracy  otrzymałam od Elfa Pharm płyn i żel micelarny Vis Plantis. Od razu jak otrzymałam kosmetyki ucieszyłam się bardzo, bo po pierwsze lubię kosmetyki tej marki, po drugie uwielbiam płyny micelarne, a po trzecie mam możliwość przetestowania żelu micelarnego, którego jeszcze nie miałam okazji sprawdzić. Vis Plantis to „kosmetyki pełne natury”, jest to nowa marka kosmetyczna czerpiąca natchnienie na natury.


Płyn micelarny, który otrzymałam zawiera w składzie aloes + pantenol, natomiast żel zawiera bławatek + pantenol. Już na pierwszy rzut oka widać różnicę między kosmetykami. Nie chodzi tu tylko o opakowanie, ale głównie o konsystencje - bardzo podobają się te magiczne pęcherzyki w żelu.




Oba produkty są delikatne i praktycznie bezzapachowe. Oba tak samo łatwe w użyciu - po prostu nakładasz na wacik i przecierasz. Pierwszy raz jak użyłam żelu to nałożyłam go tak dużo, że oko prawie mi zalało, jakie było przy tym moje zdziwienie, że nic nie piecze i nie podrażnia. Podobnie jest w przypadku płynu. Wydajniejszy wydaje się być żel, ale w przypadku płynu wacik nasączony jest z obu stron, więc mamy "większe pole do popisu". Oba produkty są tak podobne, że ciężko powiedzieć, czy któryś z nich jest "lepszy", ja za swojego faworyta wybrałam płyn, ale tylko ze względu na przyzwyczajenie. Na pewno mogę Wam polecić oba produkty, bo zdobyły moje serce i z tego co widziałam w "internetach" dziewczyny tak jak ja mają poztywne zdanie o obu kosmetykach. Oto kolejny przykład, że tanie też znaczy dobre.


Macie? Znacie? Używacie? Też się u Was sprawdziły?
PODKŁAD L’OREAL TRUE MATCH – NOWA WERSJA

01:40

PODKŁAD L’OREAL TRUE MATCH – NOWA WERSJA

Jakiś czas temu otrzymałam do sprawdzenia nowy podkład L'Oreal True Match. Podkład już stał się kultowy i jest uwielbiany przez wiele z nas - myślę, że się ze mną zgodzicie. Pojawił się on w ostatnim czasie na wielu blogach i jest przez wiele osób polecany. Czy rzeczywiście jest taki niezwykły? Czy różni się czymś od innych podkładów? Te i inne szczegóły pozwoliłam sobie sprawdzić. Zapraszam na podsumowanie.


Podkład wielokrotnie kusił mnie podczas zakupów, nigdy jednak nie miałam okazji poznać się z nim bliżej. Z racji przetłuszczającej się cery z problemami wybierałam podkłady dość ciężkie, matujące a ten do nich nie zależał. Przynajmniej nie w tamtym okresie. Teraz moja cera nieco się uspokoiła, więc mogę z powodzeniem sięgnąć po coś lżejszego, dlatego ucieszyłam się kiedy trafił w moje ręce nowy podkład L'Oreal. Jego formuła została poprawiona i naprawdę zasługuje na pochwałę!




Podkład z pewnością nie jest przeznaczony do cery mieszanej i tłustej, kiedy chcemy ukryć co nie co. Według producenta jest to podkład "idealnie dopasowujący się do koloru i struktury skóry. Zawiera mineralne pigmenty. Idealnie dopasowuje się do odcienia i tonacji skóry. Kremowa konsystencja bardzo łatwo się rozprowadza dla idealnego krycia bez efektu maski". Według mnie jest to podkład uniwersalny, który nie zadowoli tylko bardzo wymagających użytkowniczek szukających podkładów mających wszystko w jednym. 


Podkład rozprowadza się bez zarzutu, nie jest zbyt lejący ani zbyt suchy. Nie podkreśla suchych skórek/zmarszczek i ma odpowiednie krycie. Chociaż zdarzają mi się dni, kiedy chce ukryć więcej, wtedy sięgam po podkłady typowo matujące... True Match stapia się z cerą, nie tworzy maski i daje ok.4 godziny idealnego matu. Później trzeba tylko lekko przypudrować nosek i można dalej pracować. 



Używam odcienia 3.R/3.C Beige Rose (ten pośrodku) i jestem bardzo zadowolona. Podkład wygląda naturalnie i estetycznie. Skóra nabiera blasku i promienieje, dlatego lubię używać go na co dzień. Na specjalne okazje mam niezawodne podkłady Clinique Even Better oraz Revlon Colorstay, które mają lepsze krycie, oraz matują na dłużej. Pozostałe dwa odcienie - jeden za jasny, drugi za ciemny oddałam w dobre ręce, które tak jak ja są z niego bardzo zadowolone. Plusem jest również opakowanie z pompką, które zapewnia komfort i higienę. 

Podsumowując: Jeśli szukasz lekkiego podkładu na co dzień, który będzie "dobrze leżał" to polecam True Match od L'Oreal! 
Jesienna paletka NYX Bronze Smokey Look Kit

00:15

Jesienna paletka NYX Bronze Smokey Look Kit

Witajcie! Za oknem mamy piękną jesień - no przynajmniej w godzinach południowych, kiedy świeci słoneczko wtedy jest naprawdę bardzo przyjemnie. Jesień to przede wszystkim kombinacja różnych odcieni brązu, dokładnie tak samo jak w przypadku paletki NYX, którą chciałam Wam dzisiaj przedstawić.

Paletka towarzyszy mi już dłuższy czas, nie zawsze jednak nasze relacje były ciepłe i przyjacielskie. Początkowo nie mogłam się z nią zaprzyjaźnić, jednak kiedy poznałam ją bliżej stała się moją podstawową paletką na co dzień - zwłaszcza jesienią. 


Cena: ok. 39,90 zł
Dostępność: Salon NYX, sklepy internetowe

Pierwsze co rzuca się w oczy to fakt, że paletka ma niewielkie rozmiary, ma to swoje wady i zalety. Na pewno sprawdzi się jako paletka podróżna, ponieważ zmieści się spokojnie w kosmetyczce, a w środku ma lusterko, aż 9 cieni i 2 błyszczyki do tego dwa aplikatory. Jedyny minus, który mi akurat nie przeszkadza to rozmiar cieni - są to naprawdę malutkie kwadraciki.

Cienie w paletce różnią się między sobą. Pierwszy górny rządek to cienie matowe, lekko suchawe. Najmniej napigmentowane ze wszystkich. Mamy wśród nich ciepły, lekko miedziany beż, lekką brzoskwinkę i podobny do pierwszego rdzawy beż. 

Środkowy rządek jest najciekawszy, cienie są lepiej  napigmentowane niż pozostałe, są bardziej kremowe, dobrze się nakładają i rozcierają. Są błyszczące, perłowe i bardzo ładne. Mamy tutaj miedziany, jasny złotawy beż i lekko różowawy beż. 

Trzeci rządek to cienie raczej suche średnio napigmentowane z dodatkiem drobnego brokatu. Na szczęście nie jest go dużo i nie wyglądamy śmiesznie świecąc się. Tu mamy chłodnawy, ciemny brąz, ciepły brąz i kolejny rudy.

 Swatche są ułożone dokładnie tak jak cienie w paletce.



Paletka spełnia swoją funkcję jak należy, cieni jest dużo, a paletka jest mała. Wiadomo nie wszystkich da się zadowolić, komuś nie będą odpowiadać kolory innym rozmiary. Lubię ją za ten wybór brązów, które są moimi ulubionymi, cienie są wystarczająco trwałe wiec dlaczego miałabym być niezadowolona?!. Paletka jest mini, więc spokojnie mogę zabrać ją ze sobą wystarczy włożyć ją do torebki. 

A Wy macie może którąś paletkę z tej serii? Jak Wam się podobają?